Roztocze      26-29.05.16

konie-zwierz

Planując długi majowy weekend ,postanowiliśmy wybrać się w miejsce spokojne, zaciszne, z dala od miejskiego zgiełku oraz koszmarnych tłumów, jakie panują w tym czasie m.in w Krakowie czy Zakopanem…. Nasz wybór padł na mało znane Roztocze. Ta przepiękna i zielona kraina we wschodniej części naszego kraju, rozciąga się od Kraśnika aż po Lwów. Nieskazitelna przyroda, drewniana architektura oraz prawdziwie staropolski klimat z wszechobecnym „boćkiem” włącznie,to właśnie Roztocze. Postaram się w tym krótkim artykule  opowiedzieć wam o  najciekawszych miejscach, które udało się nam odwiedzić podczas czterodniowego pobytu w tym wyjątkowym regionie, a także zachęcić do przyjazdu w ten nieskalany jeszcze  masową turystyką  zakątek naszego kraju.

DZIEŃ 1 

Z Gliwic wyruszamy skoro świt. Do przejechania czeka nas prawie 400 km. Autostradą A4 podążamy aż do stolicy Podkarpacia – Rzeszowa, dalej poruszamy się drogą krajową 94 przez Łańcut, Przeworsk aż do Jarosławia. W tym miejscu kończy się podróż „dwupasmówką”. Wjeżdżamy na drogę wojewódzką 865 prowadzącą docelowo do Bełżca. Po ok. 50 km docieramy do miasta powiatowego Cieszanów, gdzie skręcamy w lewo i po kilku kilometrach jesteśmy u celu. Witamy w Nowym Lublińcu, nie mylić ze śląskim Lublińcem :). W mgnieniu oka wyłapujemy piękno tego miejsca przez okna naszych samochodów. Krowy pasące się na łąkach, bociek na co drugim słupie, drewniane chałupki i fantastyczna cisza, czyli to wszystko o czym my mieszczuchy możemy tylko na co dzień pomarzyć… W tej maleńkiej wsi położonej na południowych krańcach Roztocza mamy szczęście skorzystać z niewielkiego domku dziadków naszego kolegi, który na cztery dni stanie się miejscem naszego sielskiego wypoczynku  oraz super bazą wypadową w ten uroczy zakątek.

DSC05996DSC05990 DSC05999

Po zakwaterowaniu pora zobaczyć najbliższą okolicę, mamy zaledwie cztery dni, a do zobaczenia wiele ciekawych atrakcji. Zaczynamy od najbardziej znanej przyrodniczej ciekawostki w okolicy jaką są „Szumy Tanwi”,które oddalone od nas są zaledwie 20 km. W kilkanaście minut docieramy do wsi Rebizenty, gdzie zostawiamy samochód na leśnym parkingu nad rzeką. Z tego miejsca zaczynamy nasz krótki spacer ścieżką dydaktyczną oznakowaną kolorem czerwonym , która została wytyczona na terenie rezerwatu „Nad Tanwią”. Po chwili marszu wzdłuż rzeki  robi się nieco chłodniej oraz głośniej. To znak że, jesteśmy już blisko szumów. Na ok. 200 metrowym odcinku utworzyły się tu małe, malownicze wodospady zwane lokalnie szumami. Rzeka wypłukując przez wieki warstwę piasku, dotarła do skalnych uskoków, tworząc w ten sposób serię ok. 20 niewielkich wodospadów. Nie jest to Niagara, ani Wielka Siklawa ale na pewno to niezwykłe zjawisko przyrodnicze, które cieszy oko i pozwala się nam zrelaksować. Dla głodnych i spragnionych w pobliżu szumów znajduje się knajpka”u Gargamela”, gdzie notabene przeczekaliśmy krótką ale za to intensywną ulewę. Gdy przestaje padać drugim brzegiem Tanwi wracamy na nasz parking. Nasza „pętla” ścieżką przyrodniczą zajmuje nam zaledwie godzinę czasu, jest to jedna z najkrótszych opcji odwiedzenia popularnych wodospadów. Natomiast dla tych, którzy dysponują większym zapasem czasu mogą udać się dalej w głąb rezerwatu, wzdłuż potoku Jeleń, szlakiem niebieskim aż do Suśca.

DSC_8793

W rezerwacie „Nad Tanwią” znajdują się małe, malownicze wodospady zwane lokalnie szumami, szypotami, sopotami lub porohami.

DSC_8773

W rezerwacie rośnie niezwykle ciekawa szata roślinna. Stwierdzono istnienie ok. 40 zespołów roślinnych. Z rzadkich i chronionych roślin występuje tu: widłak jałowcowaty, bez koralowy i porzeczka alpejska. Żyją tu również rzadkie ptaki: bocian czarny, pliszka górska i zimorodek.

DSC_8785

Rezerwat „Nad Tanwią” powstał w 1958 roku o powierzchni ok. 41 ha. Leży on na terenie gminy Susiec. Rezerwat chroni najpiękniejsze fragmenty dolin rzeki Jeleń i Tanew wraz z seriami małych wodospadów.

Udając się w kierunku połodniowo-zachodnim docieramy do miasteczka Józefów. Niewielki Józefów od wieków słynął jako ośrodek kamieniarstwa, o czym świadczą liczne kamienne krzyże oraz pomniki jaki można spotkać w tutejszej okolicy. W niedalekiej odległości od centrum, na skraju pobliskiej Puszczy Solskiej znajduje się interesujący kamieniołom. Postanawiamy odwiedzić to miejsce. Parkujemy tuż przy kamiennej baszcie widokowej znajdującej się na terenie kopalni kruszcu. Po chwili całą paczką forsujemy strome schody i jesteśmy już na szczycie, skąd podziwiamy zielone okolice Józefowa oraz największy kamieniołom na Roztoczu Środkowym – Babia Dolina, leżący bezpośrednio pod nami. Przez lata wydobywano tu piaskowiec oraz wapień józefowski. To właśnie z tego budulca w 2011 roku postawiono 19 metrową basztę widokową z tarasem, która obecnie jest jedną z największych atrakcji w okolicy. Kamieniołom jest ogólnodostępny dla turystów, także i my nie odmawiamy sobie krótkiego spaceru po tym geologicznym skansenie. Ku naszemu miłemu zaskoczeniu, wstęp do kamieniołomu oraz na wieżę widokową jest bezpłatny. Po zrobieniu kilku fotek i zapakowaniu kilku dorodnych „okazów” na ogrodowy skalniaczek 🙂 możemy ruszać dalej.

DSC05643

W końcu jesteśmy ze Śląska, kopalnie zawsze będą nam bliskie, wprawdzie kolor naszego urobku troszkę inny ale co tam….

DSC05622

Kamieniołom Babia Dolina w Józefowie to najbardziej rozległy kamieniołom na Roztoczu Środkowym.

DSC05634

Ta „roztoczańska baszta” to kolejna atrakcja turystyczna regionu. Wieża widokowa stanęła tu w 2011 roku. Jej masa całkowita wynosi 550 ton, z czego 370 ton to miejscowy wapień józefowski .

Udajemy się 10 km na zachód do niewielkiej wsi Górecko Kościelne, położonej w samym sercu Puszczy Solskiej. Przybywając na miejsce jednogłośnie stwierdzamy że właśnie w tym miejscu zawarta jest cała kwintesencja Polskości. Chcąc pokazać zagranicznym turystom nasz kraj w pigułce, powinni obowiązkowo odwiedzić ten uroczy zakątek. Do drewnianej, zabytkowej kaplicy z 1688 roku położonej na potoku Szum prowadzi przepiękna Aleja Dębów, z których najstarszy ma 7,4 m obwodu i liczy (podobno) ok. 900 lat. Podobnych okazów jest w tym miejscu kilka, wszystkie z nich to pomniki przyrody. Większość pni jest pusta w środku i spokojnie można wejść do środka aby zrobić sobie pamiątkową fotografię. Dodatkowego uroku całemu miejscu dodają liczne mniejsze kapliczki oraz drewniane stacje drogi krzyżowej umiejscowione wzdłuż alei, wyrzeźbione przez miejscowego artystę Jana Pastuszka z Józefowa. Natomiast tuż przy parkingu znajduje się modrzewiowy kościół parafialny z 1768 roku, w którym znajduje się relikwiarz ze szczątkami Św. Stanisława patrona parafii, podarowany jej przez kardynała Karola Wojtyłę.

DSC05675DSC05680 DSC05686 DSC05664DSC_9086DSC05699

Po tej krótkiej wizycie w tym niesamowitym miejscu, w którym przyroda idealnie współgra z duchowością oraz historią tego miejsca, pora wracać do naszej bazy w Nowym Lublińcu. To dopiero pierwszy dzień, a już wszyscy są zachwyceni pięknem tego regionu. Na myśl nasuwa się znany cytat : Cudze chwalicie, Swego nie znacie, Sami nie wiecie, Co posiadacie. Dobrze że jeszcze są takie miejsca … 🙂

DZIEŃ 2

Następnego dnia po porannej pobudce, zapewnionej dzięki kogutowi sąsiadki oraz naszemu psiakowi, zrywamy się z łóżek skoro świt. Po śniadaniu na łonie natury ruszamy zdobywać stolice regionu – Zamość. Za nim jednak dotrzemy do miasta hetmana Zamoyskiego, odwiedzamy maleńką wieś Mokrelipie na zachodnim Roztoczu. To właśnie tutaj znajduje się najsłynniejsze w regionie Gospodarstwo Pasieczne ULIK prowadzone przez małżeństwo pasjonatów, którzy o pszczołach i miodzie wiedzą chyba wszystko. Dzięki uprzejmości właścicielki mieliśmy okazje wysłuchać krótkiego ale jakże pouczającego wykładu na temat tych pracowitych istot, gdyż jak się później okazało nasza dotychczasowa wiedza opierała się głównie na informacjach wyniesionych z bajki naszego dzieciństwa jaką była Pszczółka Maja :). Mieliśmy okazje zobaczyć np. wnętrze ula, pszczelą królową oraz w jaki sposób produkowany jest tak lubiany przez nas owoc ich ciężkiej pracy. Dodatkowo w gospodarstwie znajduje się pszczelarski skansen, gdzie zgromadzone są zabytkowe ule, a tuż obok nich rosną najbardziej miododajne rośliny. Na koniec naszej wizyty zostajemy zaproszeni do izby regionalnej, gdzie zgromadzone zostały liczne akcesoria oraz narzędzia pracy pszczelarzy i bartników. W tym miejscu czeka na nas także ostatnia i chyba najbardziej wyczekiwana część naszej wizyty w zagrodzie ULIK – degustacja. Tak jak pszczoły do ula tak i my wystartowaliśmy do naszego miodowego „szwedzkiego stołu”. Gospodyni uraczyła nas kilkoma słoiczkami pysznego miodu. Akacjowy, rzepakowy, mniszkowy, nawłociowy, gryczany, wielokwiatowy oraz prawdziwy hit, wizytówka pasieki – miód fasolowy. Po prostu niebo w gębie. Po degustacji wszyscy przystąpiliśmy do zakupów. Chwilę później każdy z nas był już zaopatrzony w miód na najbliższy rok 🙂 Pamiątkowy wpis w księdze, serdeczne podziękowania dla sympatycznych gospodarzy i żegnamy się z naszym pszczelim zakątkiem.

DSC05739 DSC05740 DSC05743 DSC05753 DSC05759 DSC05772 DSC05752

Zmierzając powoli do Zamościa ,nie sposób choćby na chwilę było zajrzeć do rozsławionego przez znanego bajkopisarza – Szczebrzeszyna.

„W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie i Szczebrzeszyn z tego słynie” – ten fragment wiersza Jana Brzechwy zrobił tak wielką furorę, iż nie którym wydawać się może, że ta trudna do wypowiedzenia zwłaszcza dla obcokrajowców, nazwa miasteczka jest wymysłem poety. Nic bardziej mylnego, Szczebrzeszyn istniej naprawdę. Jest jednym z najstarszych i najciekawszych miasteczek w regionie w którym poczuć jeszcze można dawny, klimat z czasów Kongresówki i Galicji. Dziś, oprócz zabytkowych kościołów, cerkwi oraz meczetu największą popularnością cieszą się pomniki chrząszcza, rozsławionego przez pisarza. Pierwszy z nich z brązu znajduje się na zabytkowym rynku w sercu miasta, natomiast drugi : większy, drewniany podziwiać można koło młyna wodnego, przy ul. Kulikowskiego.

DSC05776

Drewniany pomnik słynnego chrząszcza ze Szczebrzeszyna.

Po odwiedzeniu najsłynniejszego chrząszcza w kraju, w godzinach popołudniowych docieramy do stolicy regionu – Zamościa. Samochody pozostawiamy na dużym bezpłatnym parkingu po południowej stronie Starego Miasta przy ul. Szczebrzeskiej.

Nasze zwiedzania rozpoczynamy od Bramy Szczebrzeskiej, którą to dostajemy się na teren dawnego miasta – twierdzy, którą niegdyś był Zamość. Warto przy tym wspomnieć jak powstało to niezwykłe miasto.

Fundatorem miasta był hetman Jan Zamoyski, który to w roku 1580 ogłosił rozpoczęcie budowy miasta od podstaw. Z Włoch został sprowadzony słynny architekt Bernardo Morando, którego zadaniem było zaprojektowanie miasta idealnego. Zamoyski chciał, by było to piękne miasto, a zarazem silna nowoczesna twierdza. Kazał ją otoczyć murami z siedmioma bastionami. Układ urbanistyczny nawiązywał do żywego organizmu. Pałac był tu głową, główna ulica kręgosłupem, akademia i katedra sercem i płucami, natomiast bastiony obronne – rękami i nogami. Zamość stał się miastem idealnym, a jako twierdza nigdy nie został szturmem zdobyty. Właśnie dzięki temu, do dnia dzisiejszego możemy podziwiać wspaniałe zabytki Starego Miasta, które zostały umieszczone na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Tuż po przekroczeniu Bramy Szczebrzeskiej, która dawniej była jedną z kilku wejść na teren twierdzy, po lewej stronie widzimy dawny budynek Arsenału. Dziś mieści się tu interesujące Muzeum Fortyfikacji i Broni. Po naszej prawej natomiast stoi potężna Katedra Zamoyska, która jest jedną z najwspanialszych polskich świątyń oraz mauzoleum rodowym rodziny Zamoyskich. Wychodząc z katedry, po drugiej stronie drogi widzimy pomnik oraz pałac kanclerza i wielkiego hetmana koronnego. Kierując się na wschód, po chwili docieramy do serca miasta. Rynek Wielki jest jednym z najwspanialszych XVI-wiecznych placów w Europie. Zwieńczeniem „salonu miasta” jest wysoki na 52 metry Ratusz, który jest jedyny w swoim rodzaju. Po prawej stronie ratusza podziwiać mamy okazje Kamienice Ormiańskie, w których dawniej mieszkali Zamoyscy mieszczanie. Po kilku rundach wokół placu, przyszła pora na lunch. Udajemy się w okolicę dawnej synagogi na ul. Pereca , gdzie znajduje się bar z domowymi hamburgerami. Dziewczyny zadecydowały że po szybkim obiedzie, przydała by się jeszcze kawa i deserek. No to hops, uprzejmi miejscowi szybko wskazują nam gdzie zjemy dobre lody i napijemy się kawy z expresu. Na rynku w zabytkowej Kamienicy Morandowskiej, zasiadamy w niewielkiej kawiarence z rewelacyjnymi lodami. Upłynęło troszkę czasu zanim zakosztowaliśmy wszystkich smaków, natomiast po tej lodowej uczcie wszyscy nabrali sił do dalszego zwiedzania :). Rozdzielamy się, część grupy wybiera opcje spacerowo-zakupową, natomiast reszta wraz zemną udaje się do najpotężniejszego z bastionów twierdzy Zamoyskiej –  Bastionu VII, gdzie znajduje się wejście do podziemnej trasy turystycznej. W kiosku zakupujemy bilety wstępu w cenie 10 zł, a następnie udajemy się z naszą sympatyczną, starszą panią przewodnik na początek trasy. Zaliczamy ponad półkilometrowy podziemny spacer, podczas którego zapoznajemy się z historią fortyfikacji miasta. Przemieszczamy się wzdłuż galerii strzeleckich do kazamat bastionu. Przewodnik wspomina także o wielkiej uroczystości historycznej „Szturm twierdzy Zamość 1648 r”, która co roku obchodzona jest w sposób huczny pod koniec maja. Na zakończeniu zwiedzania, w ramach biletu wstępu wychodzimy jeszcze na nadszaniec, skąd roztacza się fantastyczny widok na Stare Miasto oraz obwarowania twierdzy.

DSC05781

Brama Szczebrzeska.

th1_3651_zamosc_arsenal

Dawny budynek Arsenału, obecnie Muzeum Fortyfikacji i Broni.

Rynek Wielki – jeden z najwspanialszych XVI-wiecznych placów w Europie.

A299_Kamienica_Wilczkowska_ul._Ormiańska_30_(Rynek_Wielki)_Zamość

Kamienice Ormiańskie na rynku Zamoyskim.

Zamosc_pierzeja_polnocna

Ratusz Zamoyski jest najokazalszym przykładem sztuki renesansu w Polsce.

51654631

Nadszaniec Bastionu VII w ,którym obecnie mieści się podziemna trasa turystyczna.

trasa-tablica2

Najpotężniejszym z siedmiu zamojskich bastionów był bastion VII broniący miasta od wschodu, gdzie warunki do przeprowadzenia szturmu twierdzy były najlepsze.

DSC05862

Katedra Zmartwychwstania Pańskiego i św. Tomasza Apostoła w Zamościu – renesansowy kościół wzniesiony pod koniec XVI w.

Robi się późno, pora wracać. Co tu dużo mówić, Zamość jest przepiękny, na pewno jeszcze tu wrócimy. Po drodze zaglądamy jeszcze na chwilkę do typowo roztoczańskiej zagrody Guciów, gdzie uchowały się tradycyjne drewniane domostwa kryte strzechą 🙂 Po intensywnym zwiedzaniu wracamy na nasze ranczo na zasłużonego grilla.

DSC05899

Bocian z Guciowa.

DSC05882

Tradycyjne chaty roztoczańskie, które zobaczyć można w mini skansenie znajdującym się w zagrodzie Guciów.

DSC05888

DZIEŃ 3

Po wczorajszym, grillowym obżarstwie oraz wcześniejszej, miodowej uczcie w Uliku, przyszła pora na trochę ruchu. Pogoda piękna, słoneczko świeci, więc jest jednogłośna decyzja. Dzisiaj – kajaki ! Na miejsce naszego spływu wybieramy rzekę Wieprz, który jest prawym dopływem Wisły liczącym ponad 300 km, a swój początek bierze właśnie na Roztoczu w okolicach Tomaszowa Lubelskiego. Z organizatorem spływu po wcześniejszym kontakcie telefonicznym umawiamy się na godz. 9.30 w miejscowości Zwierzyniec przy Zalewie Rudka (obok elektrowni wodnej). Cała ekipa jest już zwarta i gotowa, więc ruszmy. Po godzinie drogi docieramy do miasteczka Zwierzyniec, który jest perełką turystyczną regionu  oraz siedzibą Roztoczańskiego Parku Narodowego. Na parkingu panuje spory ruch, mnóstwo kajakarzy, widać że sezon nad wodą już się rozpoczął. Chwilę później odnajdujemy organizatora naszego spływu, sympatycznego szefa firmy Relaks, z którym załatwiamy wszelkie formalności. Decydujemy się na 4-5 godzinny spływ z Obroczy do Żurawnicy. Za nasz odcinek płacimy 60 zł od kajaka, dostajemy niezbędny sprzęt (kajaki,wiosła,kapoki) a następnie zostajemy odwiezieni do miejscowości Obrocz, skąd rozpoczniemy naszą kajakową przygodę. Po szybkim instruktarzu wszyscy już jesteśmy w „łodziach” i spokojny nurt niesie nas przed siebie. Przez pierwsze 2 godziny trasa jest bardzo kręta i malownicza. Napotykamy wiele obalonych drzew ,które tworzą naturalne bariery terenowe na rzece, co sprawia że często trzeba się ostro na gimnastykować aby sforsować liczne przeszkody. Ale trochę się pomęczyć w otoczeniu pięknej przyrody to dla nas sama przyjemność. Przed zalewem Rudka mijamy dwie przystanie dla wodniaków. Zatrzymujemy się przy tej drugiej, gdyż mocno zaintrygowało nas wcześniej zareklamowane hasło „Wstąp do Jerego na jednego”. Jak się później okazało to nie były puste słowa. Mimo tego że nasze zamówienie na przystani było całkiem skromne, to każdy z nas dostał od Jerego po kieliszku swojskiego, dobrze schłodzonego bimbru. To się nazywa reklama. Naszym chłopakom humorek od razu się poprawił, natomiast dziewczyny oddały swoje przydziały drugim połową, zostając przy mniej procentowych trunkach 🙂 Po naszym krótkim postoju wsiadamy do naszych kajaków i płyniemy dalej, tuż za zakrętem przepływamy pod mostkiem, który jest zaledwie pół metra nad taflą wody. Była szansa na pierwsze wodowanie w tym dniu ale każdy się jakoś prześliznął :). Jesteśmy na Zalewie Rudka w Zwierzyńcu, przepływamy niedaleko naszego porannego parkingu. Na końcu zbiornika dopływamy do elektrowni wodnej, gdzie czeka nas pierwsza przenoska. Przy niewielkiej pomocy organizatora, w ciągu kilku minut pokonujemy przeszkodę lądem i jesteśmy już na kolejnym etapie naszego spływu. W drugiej części płyniemy zalesionym ale już mniej krętym korytem rzeki do wsi Bagno, a następnie rozpoczynamy trzeci ostatni nasz etap. Oczywiście na naszych spływach nie może zabraknąć także zdrowej rywalizacji, bo czym by był spływ bez wyścigów i przepychania się na wodzie. Muszę także wspomnieć o mieszkańcach z nad Wieprza, wiernym towarzyszom podczas spływu, którymi były kaczki krzyżówki wraz ze swoim licznym potomstwem przemierzającym rzekę wraz z nami. Po drodze forsujemy jeszcze jedną solidną przeszkodę – 2 stopniowy jaz w Turzyńcu, gdzie przenosimy nasze kajaki przez rozległą łąkę, na której chwilkę zatrzymujemy się by podziwiać sielski widok tutejszej okolicy. Po ok. 30 minutach prostego odcinka docieramy do końca trzeciego etapu we wsi Żurawnica, gdzie kończymy nasz spływ. Po wyciągnięciu kajaków na brzeg, dzwonimy po nasz transport.

DSC05901 DSC05907DSC_9473 DSC05908 DSC05912 DSC05914 DSC05917 DSC05920

Po przyjeździe do Zwierzyńca nad Zalew Rudka dziękujemy organizatorom, a w zamian za to, że do płynęliśmy cali i zdrowi,  dostajemy kupon rabatowy na danie dnia za 15 zł do restauracji Czar Roztocza. Cała ekipa jest już dość mocna zmęczona upałem, a także bardzo głodna. Po prawie 5 godz. spływie z miłą chęcią udajemy się do zareklamowanej restauracji na obiad, gdzie jak się później okazało podają bardzo smaczne dania kuchni tradycyjnej oraz regionalnej w rozsądnej cenie.

Po posiłku mam wrażenie że zamiast nabrać energii ubyło nam jej jeszcze bardziej, ale będąc w Zwierzyńcu nie sposób odwiedzić kilku fantastycznych miejsc.

Zwierzyniec nazywany Perłą Roztocza został założony przez dobrze nam już znanego Jana Zamoyskiego, który wybudował tu swój leśny dwór oraz utworzył zwierzyniec myśliwski. Na ogromnym obszarze zgromadził w nim m.in żubry,łosie, jelenie oraz dzikie konie – tarpany. W XVII i XVIII wieku miejsce to pełniło letnią rezydencje Zamoyskich. W Zwierzyńcu często przebywał król Jan III Sobieski ze względu na duże zainteresowanie „Marysieńką”, małżonką  ordynata Jana „Sobiepana” Zamoyskiego, którą po jego rychłej śmierci potajemnie poślubił.

Po czasach Ordynacji Zamoyskich w otoczeniu wzgórz i lasów roztoczańskich pozostało wiele wspaniałych zabytków, które możemy podziwiać do dziś. Najwspanialszym przykładem architektury w miasteczku jest barokowy kościółek „Na wodzie”. Aby go zobaczyć pozostawiamy nasze auta na dużym bezpłatnym parkingu w samym centrum. Kościół został wybudowany w latach 1741-47 według projektu Jana Columbaniego na małej wyspie śródmiejskiego stawu. Ołtarz ozdobiony przepięknym malowidłem św. Jana Nepomucena, który jest patronem kościółka. Według tradycji ludowej święty, miał chronić miasta i pola przed powodzią, ale również i suszą. Dlatego figury Jana Nepomucena spotkamy często przy drogach w sąsiedztwie mostów, rzek, stawów ale również na placach publicznych i kościelnych oraz na skrzyżowaniach dróg. Staw na którym leży kaplica otacza zabytkowy park miejski w ,którym znajduje się jedyny na świecie pomnik zwalczenia plagi szarańczy  z 1711 roku.

Nieopodal świątyni swoje miejsce znalazł zwierzyniecki browar, w którym obecnie urzędują „Browary Lubelskie S.A”, nieco dalej stoi okazała willa plenipotenta Ordynacji Zamoyskiej, która obecnie jest siedzibą Roztoczańskiego Parku Narodowego. Po krótkim spacerze w centrum Zwierzyńca, udajemy się ok. 2 km w kierunku miejscowości Sochy, gdzie znajduje się duży parking nad stawami Echo. Jesteśmy już bardzo zmęczeni ale wykrzesamy jeszcze resztę naszych sił aby rzucić okiem na przepiękny kompleks rozlewisk. Niestety nie mamy szczęścia zobaczyć na nich koników polskich żyjących w tym miejscu na wolności. Natomiast mogliśmy pogłaskać je w pobliskiej zagrodzie umiejscowionej nieopodal stawów oraz naszego parkingu. Dla miłośników koni nie lada gratką będzie odwiedzenie pobliskiej Florianki (ok.7 km). W tej niewielkiej osadzie położonej w zwierzynieckich lasach, podziwiać można hodowlę stajenną koników polskich, ale dostać się tu można jedynie pieszo lub rowerem.

Z powodu późnej pory i dużego zmęczenia odpuszczamy już sobie Floriankę i zjeżdżamy na naszą bazę, gdzie czeka na nas kolejny grillowy wieczorek.

DSC_9511

Kościół „Na wodzie” w Zwierzyńcu.

DSC_9519

Ołtarz z wizerunkiem Św. Jana Nepomucena.

ro46

Kościół „Na wodzie” w otoczeniu parku miejskiego.

IMG_10131

59885820

Stawy Echo.

13d

Konik polski w pobliżu stawów Echo.

DZIEŃ 4

To już ostatni dzień naszego pobytu na Roztoczu. Po porannym śniadaniu ogarniamy porządki w domku i na posesji. Żal rozstawać się z tym uroczym miejscem, ale niestety wszystko się kiedyś kończy. Pijemy jeszcze pożegnalną kawę spoglądając po raz ostatni na boćka zasiadającego dumnie w swoim gnieździe tuż nad naszymi głowami, który cały czas towarzyszył nam podczas naszego pobytu. W ramach pożegnania się z tą piękną krainą udajemy się jeszcze na ostatni spacer do rezerwatu Czartowe Pole położonego w pobliżu miejscowości Hamernia.

Z leśnego parkingu wchodzimy na ścieżkę przyrodniczo-dydaktyczną, która zaprowadzi nas w najbardziej urokliwą część rezerwatu „Czartowe Pole” objętego ścisłą ochroną oraz przybliży nam walory przyrodnicze, krajobrazowe i kulturowe tego magicznego miejsca.

Ścieżka ma długość ok. 1,5 km i została oznakowana kolorem niebieskim. Na początku trasy odnajdujemy m. in. obelisk z 1931 roku postawiony przez żołnierzy Szkoły Podhorążych przebywających tu na letnich manewrach. Obecnie jest to miejsce pamięci narodowej poświęcone partyzantom walczącym w okolicy z niemieckim okupantem.

Nazwa rezerwatu powstała od legendy głoszącej, że kiedyś „jeno czarci tam hasali” (czego skutkiem miały być liczne powodzie i pożary). Odnosi się to do śródleśnej polany w pobliżu ruin dawnej papierni Zamojskich, którą mijamy na naszej trasie. Podczas naszego spaceru podążamy  odcinkiem malowniczo ukształtowanej doliny rzeki Sopot. Nierówności tego podłoża i jego duża odporność na erozję spowodowały utworzenie licznych, nieregularnych i postrzępionych wodospadów o wysokości do 50 cm. Między wodospadami potworzyły się piaszczyste wysepki. Dzięki dużemu spadkowi koryta rzeki oraz licznym progom rzeka nabiera charakteru bystrego, górskiego potoku, a licznie zamontowane mostki i kładki dodają dolinie dodatkowego uroku. Po 45 min. spacerze z krótką przerwą na kąpiel jesteśmy ponownie na parkingu. Tu żegnamy się z magicznym Roztoczem i powoli wracamy w kierunku Śląska.

DSC_8989

Sztuczne ułatwienia w postaci kładek,umożliwiające poruszanie się wzdłuż doliny rzeki Sopot.

DSC06019

Ruiny starej papierni Zamoyskich to pozostałości dużego zakładu przemysłowego z XVII w. Ordynacji Zamoyskich. W latach Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego zakład był dzierżawiony przez Lejbusia Kahana, a potem przez Całę Waxa – właściciela drukarni hebrajskiej w Józefowie. Produkował 80% papieru w guberni lubelskiej. Do upadku przyczyniły się dwie powodzie (1848 r. i 1870 r.) oraz pożar (1883 r.).

DSC_8933

LINKI :

mapa_roztocze