małe wypady

blog turystyczny

Wysokie Taury – atak na Grossglockner

Wysokie Taury       07-11.09.15

20150909_112122

„małe wypady” na szczycie Grossglocknera 3798 m.n.p.m.

20150909_084252

Kilka miesięcy przygotowań i w końcu nadszedł czas na tak oczekiwany wyjazd w Alpy Austriackie, a konkretnie w  Wysokie Taury. Za nasz główny cel obraliśmy najwyższy szczyt Austrii – Grossglockner 3798 m.n.p.m,ale przy okazji chcieliśmy również przejechać się wysokogórską drogą alpejską –H0chalpenstrasse, zobaczyć najdłuższy (10-kilometrowy) lodowiec Alp Wschodnich –  Pasterze oraz największe w kraju 380 metrowe wodospady Krimml.

Z Gliwic ruszamy bardzo wcześnie rano,nasz dzisiejszy cel podróży to Kals am Grossglockner, do pokonania mamy 850 km (ok 10 godzin jazdy). Wpadamy naszym Oplem na autostradę A1 ,krótką przerwę robimy w Ostrawie na Shellu, gdzie kupujemy winietkę 10 dniową na Czechy (310 Kc) i Austrię (260 Kc) dalej jedziemy przez Brno na Mikulov gdzie przekraczamy granicę z Austrią.Wiedeń mijamy bokiem i lecimy na Salzburg ,gdzie naszym oczom ukazują się pierwsze poważniejsze alpejskie szczyty. Po przejechaniu ok 100 km  od Salzburga malowniczymi drogami docieramy do miejscowości Fusch, gdzie zaczyna się alpejska trasa widokowa – Hochalpenstrasse.

P1130651 P1130654

Grossglockner Hochalpenstrasse, otwarta jest od początku maja do końca października. Jest to jedna z najbardziej malowniczych dróg w całej Europie.Trasa powstała w latach 1930-35 w miejscu dawnego szlaku górskiego. Droga ma długość ok 50 km i pokonuje się tu  przewyższenie 1766 metrów. Kilka km za miejscowością Fusch (813 m.n.p.m)  dojeżdżamy do miejsca poboru opłat,poza bramkami znajduje się tu również duży parking, restauracja, sklep z pamiątkami oraz park dzikich zwierząt. Niestety do tanich przyjemności ta nie należy, ale co tam,płacimy 34,5 euro i jedziemy dalej z nadzieja że będzie to warte swojej ceny.

Przed nami do pokonania całkiem spore przewyższenie , naszą astrą forsujemy wszystkie napotkane serpentyny i szybko osiągamy znaczna wysokość.

P1130708

Co chwilę stajemy aby robić zdjęcia i podziwiać widoki.Temperatura wraz z wysokością znacznie się obniża,dzięki pokonywaniu w szybkim czasie znacznej różnicy wysokości mamy okazje zaobserwować wszystkie alpejskie piętra klimatyczne zaczynając od łagodnych zielonych dolin poprzez stoki porośnięte kosodrzewiną aż po pokryte śniegiem i lodem skały w okolicach przełęczy Hochtor 2521 m.np.m.

P1130689P1130709

Po ponad godzinie jazdy osiągamy najwyższy punkt na trasie -przęłęcz Hochtor. Po wyjściu z auta mamy wrażenie że jesteśmy w jakiejś zupełnie innej strefie klimatycznej : mgła, silny, mroźny wiatr a pomiar temperatury przy tunelu wskazuje 0,4 stopnia ,gdzie jeszcze  niedawno na dole w Fusch świeciło słońce i było 15 stopni więcej. Ale co tam trzeba być twardym, kolega Egon wyciąga telefonik i robimy krótką sesje filmowo fotograficzną.

20150907_153443  P1130767P1130730P1130789

Z przełęczy udajemy się dalej na południe w kierunku Heligenblut, lecz nie skręcamy do miejscowości lecz udajemy się na parking pod Kaiser-Franz-Josefs-Höhe, który leży na wysokości 2369 m.n.p.m. Znajduje się tutaj piękny punkt widokowy nazwany na cześć cesarza Franciszka Józefa który przybył tu z księżna Sisi i wraz z całym orszakiem by mogli podziwiać potężny lodowiec Pasterze oraz masyw Grossglocknera. My również dojeżdżając na sama górę kilkupoziomowego parkingu mamy okazje podziwiać ta austriackie „naj”.

20150907_163854  20150907_164850

Z parkingu udajemy się nieco w górę by zobaczyć dziwna budowlę w kształcie kryształu, jak się później okazuje jest to obserwatorium Swarovskiego wybudowane w 1998 roku (niestety było zamknięte). W obserwatorium znajdują się urządzenia optyczne przez które możemy z bliska podziwiać alpejską faunę i florę. Pora się zbierać, jeszcze kilka zdjęć i zjeżdżamy do położonego ponad 1000 m niżej Heligenblut.

20150907_165806  20150907_165841 20150907_165931  20150907_170110

 Niestety nie mamy już czasu żeby odwiedzić niewielkiego kurortu Heligenblut słynącego z pięknego strzelistego kościółka stojącego na tle Wielkiego Dzwonnika (Grossglockner). To właśnie ten widok często wykorzystywany jest w celach marketingowych przez Austriaków, nie jesteśmy tym faktem zdziwieni  gdyż panorama jest rewelacyjna. W tym małym miasteczku kończy się nasza alpejska droga na którą poświeciliśmy ok 3 godzin lecz naprawdę warto, nawet jeśli kosztuje 34,5 euro. Udajemy się jeszcze do Lienz na szybkie zakupy(przy drodze jest duży market- spar).

P1130846    20150907_191600

Po zrobieniu szybkiego zaopatrzenia jedziemy do Kals, by móc się przygotować do jutrzejszej wyprawy na nasz główny cel, czyli „Grossa”.Oczywiście tak szybko nie docieramy na miejsce bo po drodze jeszcze mijamy całkiem spory wodospad (Schleier-Wasserfall w Staniskabach), gdzie naturalnie stajemy i robimy szybka sesje zdjęciową. W końcu docieramy do Kals. Przejeżdżamy centrum miejscowości , a następnie skręcamy w prawo aby po ok 7 km dotrzeć na duży parking przy  Gasthof Lucknerhaus (1918 m.n.p.m). Dzięki dość późnemu dotarciu udaje nam się zaoszczędzić opłaty 10 euro, która w ciągu dnia pobierana jest przy drodze do parkingu. Miejsce to jest głównym punktem wypadowy na Grossglocknera, dlatego jest tu dość sporo samochodów. Przy kolacji debatujemy sobie co robimy z dzisiejszym noclegiem albo idziemy spać do eleganckiego alpejskiego pensjonatu Gasthof Lucknerhaus za jedyne 80 euro za dwójkę 🙂 albo rozkładamy romantyczne łoże małżeńskie w astrze za darmochę. Wybieramy oczywiście tę drugą opcję. Szybko składamy siedzenia, bagaże dajemy na przednie siedzenia, rozwijamy karimaty, śpiwory no i spanie gotowe. Kolega troszkę zdziwiony ale to dobry, sprawdzony przeze mnie sposób na ekonomiczny ale wbrew pozorom całkiem wygodny nocleg. Jeszcze tylko szybka toaleta na łonie natury i kładziemy się spać.

20150907_195132 20150910_224936

Następnego dnia wstajemy o 4 rano, przed nami intensywny dzień mamy do pokonania prawie 1600 m różnicy wysokości, więc jemy szybkie śniadanie, dopakowujemy plecaki i ruszamy w drogę. Przed nami z szarówki wyłania się cel naszej wędrówki – Grossglockner. Po godzinnym spacerze malowniczą doliną docieramy do pierwszego schroniska na naszej trasie, Lucknerhutte położone na wysokości 2241 m.n.p.m. Kolega zostawia w nim zbędny balast w postaci ciężkiej kurtki, którą nie potrzebnie zabrał z auta, obsługa była tak uprzejma i bez problemu przechowała ją w turystycznej szatni aż do naszego powrotu. Pozostaje nam jeszcze jedna sprawa, bardzo ciężkie plecaki, przed nami jeszcze sporo drogi a nasze prawie 30 kg bagaże w których tachamy śpiwory, jedzenie, line, sprzęt alpinistyczny, raki, czekan i resztę „klamorstwa” spowalniają nasz marsz. Mamy szczęście obok schroniska zauważamy tabliczkę: transport bagażu 4 euro, korzystamy z tego dobrodziejstwa. Nasze plecaki pakujemy do małego wagonika i w 15 min wyjeżdżają kolejką transportową do schroniska Studlhutte położonego na 2802 m.n.p.m.

20150908_090653 20150908_092448 20150908_095358       20150908_101932

Bez plecaków, można powiedzieć że prawie wbiegamy do naszego następnego schroniska. W Studlhutte odbieramy nasze bagaże, płacimy obsłudze i dziękujemy za transport. Robimy sobie krótką pauzę na kawę i batona, wraz z wysokością zauważamy że słabnie nam apetyt,ale co tam trzymamy się planu musimy dotrzeć do schroniska Erzherzog-Johann-Hutte położonego na 3454 m, gdzie będziemy nocować. Zbieramy manatki i ruszamy dalej. Tym razem wybieramy klasyczną drogę na szczyt-Alter Kalser Weg, mocno eksponowany szlak granią Studlgrat pozostawiamy sobie na następny wypad.

20150908_104658 20150908_105720 20150908_115012 20150908_115105

Po ok godzinie marszu od schroniska dochodzimy do lodowca Kodnitzkees. Robimy sobie tutaj dłuższą przerwę aby ubrać nasze całe wysokogórskie „ustrojstwo”, które dźwigamy od parkingu ale niestety jest to nieuniknione bo bez podstawowego sprzętu wejście byłoby niebezpieczne. Zakładamy uprzęże,raki wiążemy się z Egonem liną, łapiemy w dłoń czekany i w drogę. Idąc obserwujemy że nie każdy zabezpiecza się liną, ale przecinamy dwie linie szczelin więc stwierdzamy że nie będziemy ryzykować i lekceważyć przyrody, która jak wiemy potrafi zaskoczyć. Odpoczywamy coraz częściej ,wysokość daje nam mocno w kość. Co chwile robimy sobie krótkie postoje aby uzupełnić płyny a przy okazji podziwiamy piękne widoki i cieszymy się z super pogody.

20150908_131626 20150908_134145 20150908_142400 20150908_14344720150908_150244

Po 1,5 godzinnym marszu przez lodowiec docieramy do początku poręczówki , gdzie zrobił się mały korek, idziemy wahadłowo raz góra, raz dół. Ferrata nie jest zbyt trudna ale wpinamy się w stalowe liny zgodnie ze sztuką. Dochodzimy na ostrą grań skąd dobrze już widać nasze schronisko, ciężkie plecaki co raz bardziej nam dają  popalić ale jesteśmy twardzi i lecimy dalej. Do samego schroniska towarzyszy nam stalowa poręczówka.W końcu,po prawie 9 godzinach drogi dochodzimy do naszego dzisiejszego celu. Schronisko Erzherzog-Johann-Hutte, które położone jest na półce skalnej Adlersruhe na wysokości 3454 m. Zostało tu wybudowane ponad 100 lat temu i nosi imię arcyksięcia Austrii, który był prekursorem alpinizmu. Zmęczeni ale szczęśliwi idziemy zapytać o nocleg. W schronisku pracuje miły Słowak,wiec nie było żadnych kłopotów z komunikacją, nocleg dostaliśmy bez większych problemów mimo że nie mieliśmy rezerwacji. Tylko ta cena trochę nas zaskoczyła – 32,5 euro za osobę ze śniadaniem, była to najtańsza opcja. No cóż… nie mamy innego wyjścia.Po zrobieniu opłaty udajemy się do naszego lokum. Nasz pokój to 12 osobowa „zbiorówka”. W pokoju trafiamy na towarzystwo międzynarodowe, ja wbijam na pięterko i robię sobie godzinną drzemkę. Czuję że muszę „podładować akumulator”, choroba wysokościowa mnie nie oszczędziła.Ból głowy, brak apetytu, osłabienie to normalny objaw na tej wysokości. Na szczęście aspiryna i krótki sen czyni cuda, zaraz czuje się lepiej. W schronisku panuje spory ruch. Jadalnia wypełniona jest na maxa, większość siedzi przy piwku albo jak my przy herbatce za 2,5 euro. Co ciekawostka w chacie nie ma bieżącej wody, więc mycie odpada, a litr wody źródlanej kosztuje 2,5 euro. Na szczęście mamy kuchenkę, nabieramy śniegu do menażek i uzupełniamy zapasy wody na jutrzejszy dzień. Jeszcze tylko szybka wieczorna toaleta w postaci mokrych chusteczek oraz szorowania się śniegiem na zewnątrz i kładziemy się do spania.

20150908_153511 20150908_170154 20150908_191610 20150908_193155

Kolejnego dnia wstajemy przed 6, po porannej toalecie przepakowujemy bagaże. Postanawiamy że bierzemy tylko najpotrzebniejsze rzeczy na szczyt a resztę pozostawiamy w schroniskowej szatni, jak się później okazało nie byliśmy jedynymi którzy wpadli na ten pomysł.Spakowani gotowi do wymarszu schodzimy na nasze przydziałowe śniadanie, czyli herbata, trzy kromki chleba, mini: masło, nutella, miód no i pasztet, dobrze że mieliśmy całe plecaki jedzenia więc mogliśmy się jakoś wspomóc, śmialiśmy się z kumplem że po tym ich śniadaniu to na pewno nie zdobyli byśmy szczytu 🙂 Po posiłku wbijamy się w cały nasz sprzęt i ruszamy na   „Grossa”.

20150908_193259 20150909_064153 20150909_06534520150909_063709

Początkowo stosunkowo łagodnie a następnie ostro pod górę drepczemy po lodowcu, łapiemy czekany w dłoń i wiążemy się krótką liną, gdyż nachylenie stoku jest już dość znaczne i w razie pomyłki można by było zaliczyć niezły zjazd. Skalna rynną wspinamy się powoli na Kleinglocknera. Zatrzymujemy się co chwilę aby podziwiać góry tonące w chmurach, widok jest bajkowy.

20150909_080238  20150909_082844 20150909_091148    20150909_091508    20150909_091705

Na trasie zaczyna się robić spory ruch. Największym problemem jest rzesza turystów idących z przewodnikami. Związani liną idą w tzw. tramwaju i dosłownie wchodzą na głowę mijanym innym ekipą. Powoli przemieszczamy się do przodu. Na drodze zainstalowane są pionowe, stalowe sztangi które służą do asekuracji, dobry patent z którego również korzystamy, po przejściu Kleinglocknera, dochodzimy do stromego siodła Glocknerscharte między wierzchołkami, gdzie tracimy prawie godzinę czasu, czekając aż ekipy wracające z Wielkiego Dzwonnika zrobią nam miejsce.

20150909_102757 20150909_104723

20150909_104702              20150909_102732

Pozostało nam jeszcze kilkadziesiąt metrów wspinaczki, po ok 2,5 godziny od schroniska jesteśmy na szczycie. Nasz cel został osiągnięty, zdobyliśmy najwyższy szczyt Austrii – Grossglockner 3798 m.n.p.m. Na szczycie znajduje się 350 kg krzyż, zwany cesarskim (Kaiserkreuz). Ustawiony został w 25. rocznicę ślubu Franciszka Józefa I z Elżbietą Wittelsbach (Sissi). W raz z naszymi nowo poznanymi kolegami z Podkarpacia robimy sobie krótką sesje zdjęciową. Posilamy się nie co i schodzimy w dół, gdyż mamy plan aby dzisiaj jeszcze dojść na nocleg do Lucknerhutte (2241 m).

20150909_113907

Szczęśliwi zdobywcy Wielkiego Dzwonnika.

20150909_112305  20150909_114157 20150909_114234  20150909_120919

Zejście idzie nam całkiem sprawnie, chociaż nie udaje nam się uniknąć krótkich przestojów,na szczęście dzięki zjazdom na linie wyprzedzamy kilka ekip, jeszcze tylko ostrożnie zejść po lodowcu i po ok 1,5 godziny od szczytu dochodzimy do schroniska,tam pobieramy resztę naszego bagażu i udajemy się do Studlhutte. Początkowo w całym uposażeniu lecz gdy zeszliśmy już z lodowca Kodnitskees mogliśmy zrzucić zbędny balast. Po dojściu do schroniska zastanawiamy się czy zostajemy tutaj (22 euro nocleg+4 euro prysznic)czy może schodzimy niżej. Szybko podejmujemy decyzje idziemy do Lucknerhutte na 2241 m.n.p.m. Zaczyna padać lekka mżawka więc przyśpieszamy. Po ok 5 godzinach od szczytu jesteśmy już w schronisku. Za nocleg ze śniadaniem i prysznicem płacimy 25 euro od osoby. Po zameldowaniu się w pokoju, mieliśmy dwa priorytety: kąpiel (pierwsza i jedyna w czasie tego wyjazdu) oraz ciepła zupa. Posiłek skonsumowaliśmy zaraz po przyjściu, wprawdzie mój rosół i Egona żurek kosztowały 7 euro ale była to miła odmiana zjeść coś ciepłego i domowego  a nie jak przez ostatnie dni tylko: batony energetyczne, wafle ryżowe czy kabanosy. Po kolacji i kąpieli omawiamy plan na jutrzejszy dzień i udajemy się do spania.

Rano zaraz po przebudzeniu schodzimy na śniadanie, jesteśmy mile zaskoczeni, czeka na nas szwedzki stół i miła obsługa. Jestem szczęśliwy, w końcu posiłek jak dla prawdziwych facetów nie to co w Erzherzog-Johann-Hutte. Po konkretnej „wyżerce” pakujemy się i schodzimy spacerkiem do auta.

20150910_090700 20150910_095011

Po zrzuceniu bagażu i przebraniu się w wygodne ciuchy jedziemy na małą „objazdówkę”. Kierujemy się do centrum Kals, a następnie nieco na północ do wlotu doliny Dorfertal,która po Grossglocknerze jest największą atrakcją okolicy. Na parkingu dowiadujemy się że na przejście całej malowniczej doliny w dwie strony potrzebujemy ok. 6-7 godzin, niestety nie mamy tyle czasu bo chcemy jeszcze skoczyć nad wodospady Krimml, a i nogi Egona odmawiały już trochę posłuszeństwa. Więc wyjeżdżamy sobie autem 300 metrów wyżej na malowniczy punkt widokowy położony nad ponad pensjonatem Moaalm, gdzie roztacza się fantastyczna panorama na dolinę Dorfertal. Robimy sobie jeszcze krótki spacer i ostatnią sesje fotograficzną. Następnie opuszczamy Kals i jedziemy 85 km na północny wschód by móc podziwiać największe wodospady Austrii.

dolina Dorfertal  20150910_110458

Aby dostać się do Krimml, musimy jechać drogą 108 na Mittersil, mniej więcej w połowie naszej trasy przejeżdżamy przez 6 km tunel Felbertauern, za który niestety trzeba zapłacić 10 euro. Po ok 1,5 godziny jesteśmy na miejscu.Auto zostawiamy na jednym z  czterech przygotowanych dla turystów dużych parkingów (5 euro) i spacerkiem udajemy się pod naszą atrakcje. Wodospad ma 380 m wysokości (od 1470 m n.p.m. do 1090 m n.p.m.), co czyni go jednym z najwyższych w Europie. Składa się z 3 progów, z których pierwszy i zarazem najwyższy ma wysokość 140 metrów, dwa kolejne są nieco niższe. Wzdłuż całego wodospadu biegnie szlak turystyczny ,który pozwala zobaczyć go w całej okazałości od podstawy aż po źródło, zajmuje to ok 3 godzin, biorąc pod uwagę że co chwilę na trasie wybudowane są dla odwiedzających drewniane punkty widokowe wypuszczone nad wodospad. Masy wody, które spadają z ogromnej wysokości wytwarzają spory hałas, uświadamiamy sobie  jaka potężna jest przyroda. Panuje tu dość spora wilgotność, więc warto jest mieć coś przeciwdeszczowego. Nieco mokrzy wracamy do auta i jedziemy poszukać miejscówki na nasz ostatni nocleg,jutro rano ruszamy do Polski. Kolejny wypad pełen wrażeń dobiega końca, ale jedno jest pewne Wysokie Taury to przepiękny region więc warto tu przyjechać i nie pisze tego tylko do górskich wyjadaczy, każdy znajdzie tu coś dla siebie.

20150910_153346       20150910_163141

Linki :

Filmiki :

 

3 Comments

  1. Amazing! This blog looks just like my old one! It’s on a completely different subject but it has pretty much the same page layout and design. Outstanding choice of colors!

  2. Ola

    Świetne widoki – jak z „Władcy pierścieni” 🙂 Wycieczka naprawdę super ale fakt, faktem nie dla laików bo trasa wygląda dość zaawansowanie 🙂

  3. Gabi

    Wyprawa, jak zwykle dopracowana ze szczegółami; rozsądnie i bezpiecznie.
    Wspaniały wyczyn; przepiękne widoki, aż dech zapiera. Uczeń przerósł mistrza 🙂

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén