Pałace w Wojnowicach i Krowiarkach  13.03.16

2_web

Niedziela,godzina 14.00 …za późno gdzieś daleko jechać a za wcześnie by siąść w fotel i przeleżeć przed tv…., pogoda za oknem kiepska, szaro buro, co tu robić, oj marzec marzec, kiedy ta wiosna przyjdzie…

10 minut później mamy już pomysł, ekipę i uśmiech na facjatach że jednak nie przeleżymy kolejnej niedzieli. Równo o 15 po zgarnięciu naszych znajomych ruszamy w kierunku Raciborza, nie spieszymy się bo wiadomo 😉 niedziela. Po około godzince dojeżdżamy do Wojnowic – małej miejscowości koło Raciborza, generalnie nie wiemy co nas czeka bo nasz pomysłodawca – kierowca trzyma swój niecny plan w tajemnicy, oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy go nie zadręczali milionem pytań po drodze, ale pary z gęby nie puścił…

Po chwili ukazuje nam się pałac a raczej jego bramy spowite w szarościach marcowej pogody i szyld „Witamy w Muzeum Horroru”…, nagle ogarnęła nas ekscytacja i radość ze wreszcie coś „normalnego”.  Wjeżdżamy na teren XIX wiecznego kompleksu pałacowo – parkowego. Po wskazówkach kierujemy się na miejsce postoju a następnie udajemy się do wejścia głównego. Przy drzwiach dzwonek i napis proszę dzwonić trzy razy….no to dzwonimy. Nagle w oknach na pierwszym pietrze ukazuje nam się właściciel i zarazem nasz przewodnik po muzeum, który oznajmia z uśmiechem na twarzy że za 1 sekundkę będzie. Rzeczywiście był po sekundzie , jak on to zrobił? Do dziś nas to zastanawia, ale wtedy  nie wzbudziło w nas to zaniepokojenia…

IMG_2930 IMG_2934

Miły i radosny pan wpuszcza nas do zamku, pyta skąd jesteśmy i proponuje zwiedzanie Muzeum Horroru za 10 zł od osoby lub 20 zł z możliwością zobaczenia Muzeum Dawnej Wsi  oraz pałacowych wnętrz. Bierzemy full opcje. Po uiszczeniu opłaty pan przewodnik prowadzi nas na drugie piętro ciemną klatką, na której wiszą pajęczyny i inne sympatyczne rekwizyty…dalej jest już coraz lepiej.

Przed wejściem do Muzeum Horroru wisi ostrzeżenie : „nie wskazane dla dzieci i osób ze słabymi nerwami”. Na razie nie zdajemy sobie sprawy z tego, raczej spodziewamy się jakiś kukieł i okrzyków wiec atmosfera jest luźna, bo i pan przewodnik zasypuje nas żartami, i ciekawymi anegdotkami… jest naprawdę sympatycznie…ale ale..tuż za drzwiami od razu widzimy że to nie przelewki i w muzeum naprawdę zaczyna być strasznie…

W pierwszej sali widzimy  poćwiartowane zwłoki na sali operacyjnej, kto jadł obiad biada mu, mocno realistyczny widok a dla dzieci trauma do 60-ki. Kolejne sale też bardzo „ciekawe”. Zwłoki, wisielce, rozgotowane ciała dzieci, szubienice, oryginalne narzędzia tortur typu : gilotyny, tasaki, łoża tortur,…i wiele wiele innych smaczków :). Fani horrorów będą zachwyceni, oczywiście cześć rzeczy jest interaktywnych i w odpowiednich momentach przejawią swoją” żywotność”. Bardzo fajnie że nasz przewodnik wszystko okrasza dużą porcją humoru, ciekawostkami i faktami historycznymi, oraz umożliwia doświadczenia niektórych tortur na sobie,  co bardzo nam się podoba. Mało kiedy można doświadczyć kary chlastodupcem, rozciąganiem na drewnianym łożu czy biczowaniem żelazną kula. A wszystko oczywiście dzieje się za zgodą zwiedzającego i jest tak naprawdę bezbolesne bo pan właściciel w końcu jest dżentelmenem ( no chyba że ktoś lubi mocniej). Jest też bardzo realistyczny  pokój hrabiego Drakuli i  Elżbiety Batory ,która kąpała się w krwi dziewic (w dzisiejszych czasach miałaby dużą trudność w znalezieniu tych mitologicznych istot)  oraz wiele, wiele innych fajnych rzeczy. Nie będziemy zdradzać wszystkich szczegółów bo naprawdę warto samemu zwiedzić i posłuchać.

b87257c2c6c5bf1f20ed2484ea788994 IMG_2896

IMG_2909  IMG_2910  IMG_2912

dav

W tym samym budynku mieści się wyżej wspomniane Muzeum Dawnej Wsi. Oglądamy tu ciekawe urządzenia, które niegdyś były wykorzystywane do codziennych czynności : stare młynki, ubijaczki do masła, pierwsze grille, ubiory ludowe, misy, maszyny do pisania czy 200 letnia stupa do ubijania grochu, która jest jednym z najcenniejszych eksponatów w mini skansenie. Gdyby nie nasz przewodnik, pewnie nawet nie domyślilibyśmy się do czego służyły te ciekawe przedmioty, oprócz jednego a jaki to spytajcie sami pana przewodnika na pewno wam pokaże 😉

IMG_2921 IMG_2923 IMG_2928 IMG_2919

Kolejnym etapem są sale pałacu, jadalnia , sypialnie, łazienki i hole przepełnione atrybutami myśliwskimi, pogłowiami, wszystko zdobyte i zebrane przez naszego uroczego właściciela i przewodnika. Warto wspomnieć też że przyszli państwo młodzi mogą tu urządzić sobie wesele i nawet spędzić noc, gdyż pałac oferuje piękną sale weselną wraz z pokojami gościnnymi. Dla pozostałych zwiedzających właściciel organizuje latem imprezy okolicznościowe, pikniki, festyny wiec warto śledzić stronę internetowa tego miejsca, bo plener oraz otoczenie zachęca by doznać uroku pałacowego klimatu. Na końcu naszej wizyty spytaliśmy się  właściciela czy straszy w pałacu i usłyszeliśmy dwie fascynujące historie jeśli chcecie wiedzieć jakie..musicie osobiście spytać. Pan Właściciel miło nam za pozował do ostatniego zdjęcia, chociaż bardzo dziwne bo nigdzie go na tym zdjęciu nie ma, a jak nasza koleżanka spytała czy nie boi się mieszkać w tym zamku to usłyszeliśmy że za życia się trochę bał ale teraz już nie……

IMG_2916

Po wizycie w Wojnowicach udajemy się 10 km na północ drogą nr 417 do niewielkiej miejscowości Krowiarki. To właśnie tu odwiedzamy jeden z najpiękniejszych pałaców (a w zasadzie ruin) Śląska Opolskiego. Historia tego miejsca jest bardzo ciekawa lecz sam finał jest niestety dość smutny…Pałac został wybudowany w 1826 roku przez Ernesta Joachima Strachwitza. Budowla posiadająca 115 komnat i ponad 4000 m2  powierzchni wybudowana została w  stylu neorenesansu oraz neobaroku. Od 1856 roku stał się własnością śląskiego rodu magnatów ziemskich i przemysłowych – Donnersmarck. Zamek dołączył do pozostałych rezydencji najzamożniejszych właścicieli śląskich kopalń i hut zaraz obok pałaców m.in w Brynku, Nakle czy Świerklańcu. Pod koniec XIX wieku część zamku strawił ogromny pożar, po którym został szybko odbudowany. Ostatni przedstawiciel słynnego rodu uciekł z pałacu na rowerze w 1945 roku, gdyż pod koniec II wojny światowej w okolicach pałacu toczyły się ostre walki. Po wyzwoleniu miejscowości przez wojska radzieckie zajęli pałac,a następnie ograbili z kosztowności i zdewastowali. Po wojnie pałac służył początkowo jako Szkoła Aktywu Politycznego, następnie jako dom dziecka ,szkoła , a następnie Szpital Rehabilitacyjno – Ortopedyczny aż do 1970 roku. Kiedy budynek opustoszał zaczął się powolny proces dewastacji. Dwadzieścia lat później pałac zakupił pierwszy prywatny inwestor i w ten sposób przez kolejne lata przechodził z rąk do rąk lecz stan budynku pogarszał się coraz bardziej. Obecny właściciel spółka Kalydna próbuje przeprowadzić renowację budynku lecz póki co są to raczej jedynie rozpaczliwe kroki powstrzymania pałacu przed totalną ruiną.

Z naszą paczką wchodzimy jedynie na teren parku przypałacowego , gdyż dawna rezydencja nie jest oficjalnie udostępniony do zwiedzania. Jest natomiast możliwość zrobienia np. sesji fotograficznej we wnętrzach, oczywiście za opłatą oraz po wcześniejszym kontakcie telefonicznym (503 82 82 66). Mimo braku możliwości zwiedzania środka zamku, warto się tu wybrać, aby przespacerować się po pięknym parku oraz zobaczyć i sfotografować romantyczne ruiny pałacu. Radzę się pośpieszyć, bo kto wie jaki będzie dalszy los tego fantastycznego miejsca za kilka lat.

720_kro4-eksploracyjny-com

202171  krowiarki_stare3

Po obejściu zabytkowego kompleksu w Krowiarkach, chłód oraz niezbyt sprzyjająca pogoda dała nam się we znaki. Zdecydowaliśmy więc że zajedziemy do centrum Raciborza i tam poszukamy jakiejś małej knajpki, gdzie można się ogrzać i coś przekąsić . Na samym rynku znaleźliśmy lokal o nazwie „Browar Rynek” ,który jak sama nazwa wskazuje skupia się na piwie…ale za to jakim-własnego wyrobu ! Można skosztować kilku rodzajów złotego trunku w miarę przystępnej cenie. Jedzenia nie próbowaliśmy więc trudno nam ocenić czy dobre, natomiast sernik w polewie malinowej i kawa bardzo dobre. Po tym słodko-piwnym akcencie zrobiliśmy rundkę wokół zabytkowej Kolumny Maryjnej znajdującej się na środku rynku a następnie udaliśmy się w stronę auta .

Wycieczka była bardzo udana, ale przykłady tych dwóch miejsc pokazują skrajne przypadki obecnej sytuacji dawnych śląskich rezydencji, gdzie w jednej dzieje się sporo dobrego dzięki ambitnemu i pomysłowemu wlaścicielowi a drugi stoi smutny, zapomniany i popada w ruinę, szkoda, wielka szkoda….

Linki :