Ruciane Nida-Wierzba-Stare Sady-Kozin-Giżycko  02-05.08.2014

Jeśli macie chwilę czasu to zapraszam do przeczytania tej krótkiej żeglarsko – wakacyjnej opowieść,na pewno poprawi wam się humor ,a może zainspiruje was aby wkrótce odwiedzić ten cud natury, jakimi są Mazury 🙂

DSCF9586

Nasza mazurska torpeda 🙂

To był kolejny, pogodny dzień na Mazurach. Po upalnej nocy w Porcie u Faryja w Ruciane-Nida, gdzie zeszłego wieczoru bawiliśmy w karczmie na koncercie Załogi Dr. Bryga, przyszła pora aby się ogarnąć i zastanowić nad pozostałą częścią dnia. Wszak, dla nas był to poranek, a dla innych godzina 13.00,ale na Mazurach nikt czasu nie liczy. Jemy szybki posiłek przygotowany przez Pawła. Doba portowa kończy się o 14.00, mamy więc jeszcze godzinę by uzupełnić zapasy prowiantu oraz alkoholu na wieczór. Nikt z nas nie wie, gdzie dzisiaj zacumujemy na noc, więc zabezpieczamy się na ewentualność braku sklepu w miejscu noclegu. Damian z Pawłem idą na zakupy. Zostajemy na jachcie. Nareszcie trochę prywatności. Po 3 minutach zabieramy się do klarowania jachtu. Po półtorej godziny wracają koledzy z pełnymi siatkami i skrzynką piwa. I dobrze, bo bosman i tak podarował nam ponad godzinę cumowania. Wszystko poupychane w bakistach i jaskółkach. Wychodzimy „w głąb” Nidzkiego. Prawie wcale nie wieje, jest za to gorąco. Nasz „Lesser” powoli sunie przed siebie, ale nie jest w swoim żywiole. Łodzie typu Twister 800N zdecydowanie wolą mocniejszy wiatr. Załodze doskwiera temperatura i nieprzespana noc. Trochę kręcimy się po Nidzkim. Chyba nici z rejsu do Karwicy. Przepływamy obok Ośrodka Turystyki Wodnej PTTK w Ruciane Nida gdzie właśnie trwają regaty. Jakimś cudem jest wolne miejsce przy pomoście. Cumujemy na samym końcu by rozeznać sytuację. Ładny ośrodek położony na wzniesieniu wśród drzew. Nowe sanitariaty, pole campingowe, domki letniskowe. Dużo młodych żeglarek. Istnieje możliwość skorzystania ze slipu oraz pomocy bosmana i jego sprzętu. Postój jachtu 20zł/dobę, prąd 10zł/dobę. Jest też tawerna, gdzie można coś zjeść i napić się piwka oraz strzeżone kąpielisko. Niestety dzisiaj nie zostajemy na dłużej. Za dużo narodu. Przepływamy do znajdującej się nieopodal przystani Ośrodka Wypoczynkowego Wodnik. Jest kilka wolnych miejsc. Na kei wita nas bosman z bosmaniątkami. Ceny nie są szokujące: 20zł/dobę za jacht plus 12zł/dobę za energię elektryczną. Przystań wyposażona w warsztat oraz miejsce zmywania naczyń. Jest też miejsce na grilla lub ognisko. Jedyny minus to brak toalet na poziomie przystani. Do kibelka trzeba zasuwać dość wysoko po schodach. Za to widok z góry ładny. Na górze również znajdują się domki letniskowe i pole namiotowe. Toaleta wspólna dla pola i przystani. Po drodze do kibelka można wstąpić do tawerny. Przy kei zorganizowano kąpielisko dla dzieciaków ze zjeżdżalnią oraz drabinkę do wchodzenia na keję z wody od strony jeziora. Zostajemy na noc. Paweł przygotowuje kurczaka a ja z Damianem rozpalamy grilla. Ładniejsza część załogi przygotowuje swoje popisowe danie dnia: krem z kalarepy. Zanim zjemy obiad, wskakujemy do jeziora by trochę się schłodzić. W południe temperatura wynosi 32 stopnie. Mamy nadzieję, że wieczorem trochę się ochłodzi i po wypasionym, dwudaniowym obiedzie będziemy mogli odpocząć przy piwku i szantach. Do kolegi Pawła w międzyczasie zadzwonił kolega z pracy. Paweł nie chciał przy nas rozmawiać, zszedł więc z jachtu na keję. Nikt z załogi niczego nie podejrzewał.
Niedziela, godzina 6.30 rano. Ktoś wlazł na Lessera i mocno kołysze jachtem. Na pokładzie słychać kroki i czyjeś głosy. Zanim pozbieraliśmy myśli, ktoś krzyknął: wstawać śpiochy! W wejściu stali uśmiechnięty Mati, Domi, a za nimi Pawełek, który dzień wcześniej „tajniacko” przekazał naszą pozycję. Okazało się, że wracając z Gdańska, postanowili nas odwiedzić. Sklarowaliśmy jacht i wypłynęliśmy w kierunku Śluzy Guzianki, łączącej jezioro Bełdany z Guzianką Małą, Wielką i jeziorem Nidzkim. Różnica poziomów między jeziorami wynosi 2-3 metry. W sezonie śluza jest oblegana przez żeglarzy i motorowodniaków. Przynajmniej w jedną stronę trzeba czekać w kolejce. Samo śluzowanie jest ciekawym przeżyciem zwłaszcza w sezonie i zwłaszcza gdy do śluzy podchodzi Żegluga Mazurska. Cena za jacht: 6,50zł. Pomimo wczesnej godziny, przy śluzie oczekuje już sporo jednostek. Odbijacze na burty. Następuje zwolnienie blokady i rozpoczyna się losowanie dla kogo braknie miejsca i poczeka na następną kolejkę. Załoga dzielnie dba o to, by nasz sprzęt nie zaplątał się w sznurki innych łodzi. Paweł podaje odległość. Domi i Mati pilnują lewej, a Damian i Agusia prawej burty. Chwila nieuwagi i nasze „Oko”, nabiłby sobie guza o top masztu łodzi przed nami. Nasz Twister to nie świeżynka i niestraszne mu otarcia. Pływamy na nim już drugi sezon i poznaliśmy jego mocne i słabe strony. Czasem robi nam kuku, ale przeważnie są to drobnostki, które usuwamy na szlaku. Przy swoich 8 metrach długości i szerokim kokpicie daje za to dużą przyjemność i wygodę pływania. Jest to jedna z lepszych konstrukcji na Wielkich Jeziorach Mazurskich. Woda opada ponad 2 metry w dół i otwierają się wrota śluzy.

DSCF9669

W sezonie zatłoczona śluza to norma,na dodatek trzeba jeszcze pamiętać o pierwszeństwie statków Żeglugi Mazurskiej.

DSCF9676

Ponad 100 letnia Guzianka jest najbardziej obleganą śluzą na Mazurach,rocznie przepływa przez nią ok. 20 tyś jednostek pływajacych.

Po drugiej stronie czeka już „świnia” – statek Żeglugi Mazurskiej. Powoli wpływamy na pierwszą część „jachtostrady”, jezioro Bełdany. Jedno z piękniejszych jezior rynnowych na Mazurach, znajdujące się w Mazurskim Parku Krajobrazowym, otoczone lasami iglastymi Puszczy Piskiej. Cały czas wieje w plecy. Idziemy na północ w baksztagu. Jeziora rynnowe znane są z przewidywalnych kierunków wiatru. Wiem na co stać nasz statek. Celowo pogłębiam przechył i wszystkim podoba się jeszcze bardziej. Na chwilę zwalniamy, a Mati z Pawełkiem wylewają na siebie po wiadrze wody z jeziora bo tak gorąco. Też tak chcę. Płyniemy dalej. Dziewczyny również mokre, schodzą pod pokład przygotować przekąskę i piwko. Przepływamy obok portu Korektywa w miejscowości Piaski. W drodze do Rucianego, schroniliśmy się tam przed burzą. Przyjemny port usytuowany w małej zatoczce, która dobrze chroni przed wiatrem i falowaniem jeziora, z dobrym zapleczem sanitarnym i gastronomicznym, chociaż jedzenie w tawernie takie sobie. Sól jest głównym, nadużywanym trochę składnikiem posiłków. Dużo miejsca dla jachtów, prąd na kei i pomocny bosman. Sporo toalet rozlokowanych w kilku miejscach do których nie trzeba czekać w kolejce. Basen portowy płytki i zamulony. Na pełnej płetwie i mieczu nie wejdziesz, a jak już ustrzelisz dno to bosman wesprze cie dobrym słowem. Dopływamy do jedynej takiej na Mazurach przeprawy promowej w Wierzbie.

DSCF9591

Pływa tu nieduży prom na uwięzi, przewożący pojazdy i ludzi. Łączy Wierzbę z zachodnim brzegiem jeziora Bełdany. Umożliwia szybkie dotarcie z Półwyspu Popielańskiego do Mikołajek, Kamienia i Iznoty. Odległość 400 metrów pomiędzy brzegami, prom pokonuje w kilkanaście minut. Nie przepływamy przed promem, bo grozi to zahaczeniem o linę i wywrotką. Najbezpieczniej jest przepłynąć kilkanaście metrów za nim. Dopływamy do zatoki przy porcie w Wierzbie. Jesteśmy tu już trzeci raz, ale tak nam się podoba, że chcielibyśmy pokazać go naszym wszystkim znajomym. Jest jeszcze wcześnie, więc z miejscem przy kei nie ma problemu. Cumujemy od strony zatoczki, blisko tawerny.

DSCF9637 Port w Wierzbie należy do ośrodka Polskiej Akademii Nauk. Na terenie ośrodka znajduje się restauracja serwująca bogaty wybór dań kuchni regionalnej, staropolskiej oraz międzynarodowej, a w sezonie letnim również grill. Na terenie portu znajduje się sklep spożywczy z zimnym browarkiem oraz bar z pyszna pizzą. Do dyspozycji żeglarzy jest mnóstwo ławek i stolików, prąd na kei, woda. Można rozpalić własnego grilla. Sanitariaty, chociaż nieduże, oferują wygodne miejsca do mycia naczyń, prysznice na żetony, oraz toalety. Na terenie ośrodka znajduje się również duże pole namiotowe z plażą i zapierającym dech w piersiach widokiem zachodzącego słońca. I właśnie na tą plaże wszyscy idziemy, razem z piłką i browarkami. Nagrzana słonecznymi promieniami woda, przyjemnie ochładza nasze zmęczone słońcem ciała. Męska część załogi gra w wodzie w piłkę. Dziewczyny z brzegu obserwują sytuację popijając browarki. Po orzeźwiającej kąpieli człowiek czuje się jak nowonarodzony, dlatego pojawia się dość nietypowy pomysł na wieczór. Zamawiamy pizzę i lane piwo. Zapada noc. W porcie pełno żeglarzy. Światła latarni oświetlają bladym blaskiem białe kadłuby, kołyszących się spokojnie na wodzie żaglówek. Jakaś załoga rozpala grilla, inna ognisko. Ktoś przyniósł gitarę. Słychać pierwsze nuty szant. Nie mamy gitary, ale mamy pomysł by pójść z latarkami do rezerwatu konika polskiego. Rezerwat znajduje się około 1,5km od portu. Ubieramy czołówki i idziemy. W lesie ciemno. Przez wysokie drzewa przedziera się blade światło księżyca. Wchodzimy coraz głębiej w las, asfaltową drogą na Wejsuny, którą zbliża się samochód. Kierowca wydaje się trochę zaskoczony naszą obecnością w tym miejscu o tej porze, ale nic nie mówi. Mija kolejne kilkaset metrów i widzimy wśród drzew parę błyszczących oczu, które się nam przyglądają. Czyżby głodny konik polski? One nie siadają na drzewach. To był sowa. Drogę powrotną pokonaliśmy szybciej. Była 2.00 w nocy, gdy wróciliśmy na łódkę. Dziewczyny już spały. My zrobiliśmy to samo.

DSCF9629

W bliskiej odległości od naszego portu – Wierzba znajduje się Stacja Badawcza zwierzą PAN w Popielnie,gdzie prowadzona jest hodowla konika polskiego.

DSCF9608
Nastał kolejny dzień naszego urlopu. Przystań powoli budzi się do życia, chociaż nieliczne załogi już wypłynęły. Tak to już jest, że nawet w wakacje ludzie ciągle się spieszą. Dokonujemy porannej toalety i klarowania pokładu. Popełniamy śniadanie w postaci grilla i razem z załogą przeglądamy mapę. Dzisiaj płyniemy w kierunku kanałów. Pogoda sprzyja, wieje trójeczka i temperatura trochę spadła. Opuszczamy cichą zatokę i płyniemy na Mikołajskie. W międzyczasie powstaje propozycja, by ci co nie byli i nie widzieli, mogli zobaczyć Śniardwy. Ok. Halsujemy się na Śniardwy. Na największym jeziorze Polski jesteśmy sami. Gdzieś daleko widać biały żagiel w okolicach Nowych Gut, poza tym puściutko. Po wyjściu z Przeczki, kierujemy się na środek jeziora, pamiętając o podwodnych przeszkodach, których na Śniardwach jest cała masa. Robimy kilka fotek, zwrot i kierujemy się z powrotem na Mikołajskie.

DSCF9693

To Jezioro Śniardwy, czy może już Bałtyk 🙂

DSCF9694

Docieramy do najgwarniejszego ośrodka turystycznego na całym pojezierzu,to właśnie tu w sezonie odbywają się słynne regaty oraz festiwale szantowe.

Naszą łajbę parkujemy przy kei miejskiej. Kotwica z rufy. Kiedyś byliśmy świadkami, jak pewna załoga podchodziła tak jak my, dziobem, ale źle oceniła prędkość i odległość. W ostatniej chwili próbowali ratować się silnikiem, ale inercja Phili 900 była za duża i skończyło się na połamanym laminacie. Opłata za postój 4zł. Zamykamy łajbę i idziemy do ukochanej „Biedry” na zakupy. Są wśród załogi koneserzy kebabów, więc zatrzymujemy się na Placu Wolności,na ten jakże regionalny specjał :).Tu przy okazji odwiedzamy słynną atrakcję miasteczka jaką jest fontanna i Król Sielaw.Kilka fotek i zbieramy się. Na jeziorze spora fala. Odpalamy silnik. Paweł z Matim wybierają nas na kotwicy, która nie chce puścić dna. Dno jest muliste z wodorostami, dlatego drapak trzyma się go zawzięcie. Trochę improwizujemy i kotwica w końcu daje za wygraną. Gdyby keja była pełna, byłoby więcej stresu.

mikolajki

Hotel Mikołajki na Ptasiej Wyspie,czyli Mazury „na bogato”.

Odpływamy i żegnając Mikołajki, składamy maszt by za mostami znów go postawić. Na Mikołajskim jak zwykle mnóstwo motorówek bez patentów, czyli do 9,9KM mocy silnika. Widzimy, jak beztroska para przepływa pod mostem pod prąd i zostaje natychmiast zatrzymana przez patrol Policji. My jesteśmy już na Tałtach. Mamy ochotę stanąć na kotwicy i wskoczyć do wody. Odchodzi nam ochota gdy widzimy ławice śniętych rybek unoszących się na powierzchni wody. Stary rybak mówi, że to przez brak tlenu spowodowany upałami. Trochę nas to dziwi, bo śnięte są tylko małe rybki. Rezygnujemy z kąpieli i płyniemy na Stare Sady. Z opowiadań wiemy, że to bardzo urokliwe miejsce.

DSCN9308

Port Stare Sady.

I rzeczywiście tak jest. Port czysty i zadbany. Nowe sanitariaty. Mała plaża i plac zabaw. Można skakać do wody z zawieszonej na drzewie liny. W porcie znajduje się restauracja Pod Jabłoniami. Prysznic kosztuje 13zł, a postój jachtu 35zł/dobę. Toaleta i umywalka bezpłatne. Postanawiamy, że zostajemy na noc. Kupujemy po drinku i rozsiadamy się wygodnie w rozwieszonych obok kei hamakach. Zbliża się wieczór i zaczyna wiać chłodny wiatr. Port Stare Sady znajduje się na otwartym jeziorze więc będzie trochę bujało przez noc. Trzeba się dobrze znieczulić, żeby dało się zasnąć i nie przeszkadzało w achterpiku chlupanie wody. Impreza dopiero jednak się rozkręca. Na horyzoncie widać nadciągającą burzę.

DSCN9307

DSCN9309

Chillout w Starych Sadach.

Obudziło nas słonce i rześkie powietrze, wpadające prze otwarty „kuklok” (forluk) i sztorcklape. W nocy przeszła nawałnica i trochę nas wyhuśtało. Cumy dalej spełniały swoje zadanie i staliśmy w tym samym miejscu, w którym wczoraj zacumowaliśmy. Musimy zjeść śniadanie i posprzątać walające się po pokładzie „szkło”. Szybki podział obowiązków i po 40 minutach jesteśmy gotowi. Dzisiaj kierunek Kozin. Składamy więc maszt i płyniemy na kanały. W tym sezonie mamy na wyposażeniu czterosuwowego Mercury z biegami w manetce i zbiornikiem w bakiście. Ma 9 KM i jest mniej absorbujący niż poczciwa Yamaha, którą mieliśmy rok wcześniej, ale jest trochę za duży i utrudnia nam podchodzenie do kei rufą. Z tego powodu raczej „dziobujemy” niż „rufujemy”. Każdy kto chociaż raz płynął przez kanały i jezioro Szymon do Giżycka lub Mikołajek, widział na pewno pływającą smażalnię ryb pana Adama, a że dochodziło południe to postanowiliśmy i my skorzystać z dobrodziejstw żeglarskiej smażalni.

DSCF9706

Żeglarska Smażalnia na jeziorze Szymon.

DSCF9715

DSCN9340

Po drodze do celu zahaczamy jeszcze o mały porcik na prawo od wyjścia z Kanału Szymońskiego przy Zatoce Szymoneckiej. Port z wesołym i pomocnym bosmanem. Dość daleko do baru i nowiutkich sanitariatów. Kibelki w cenie cumowania. Port głęboki i nie trzeba wciągać miecza ani płetwy sterowej. Robimy przystanek na kibelek i pływanko. Próbowaliśmy z Pawłem reanimować zrywkę na rumplu za pomocą posiadanych narzędzi i śrubek, ale średnio nam to wyszło. Agusi i Domi udało się za to wciągnąć na maszt słynne „pasiaki” od Damiana (spodnie z piżamy), niczym banderę. Po załatwieniu pilnych spraw, oddalamy się od uroczego porciku, stawiamy żagle i płyniemy. Do Kozina docieramy ok. 18.30 wiedząc, że może być problem z miejscem.

DSCF9727

DSCN9347

Port w Kozinie.

W Kozinie, w okresie wakacyjnym, stoi sporo jachtów należących do szkółek żeglarskich i przypływając w godzinach wieczornych, trzeba się liczyć z brakiem możliwości postoju. Znalazło się dla nas jednak miejsce między dwoma szkolnymi Makami a Pawełek perfekcyjnie zaparkował w tej ciasnej dziurze. W Kozinie stajemy na muringach. W cenie postoju jest kibelek, mycie naczyń i prysznic z zimną wodą. Można rozpalić ognisko lub grilla. Jest też boisko do siatkówki i pole namiotowe. Wychodząc poza teren portu, przechodzimy przez drogę i mamy nieźle zaopatrzony sklep z niewygórowanymi cenami. Można tu kupić piwo, pieczywo, konserwy, ser żółty, wodę mineralną. W tym samym budynku co sklep, znajduje się także łazienka i toaleta z ciepłą wodą, czynne od 8.00-20.00. Cena za prysznic to 10zł/15 minut. Toaleta płatna 2zł. Obok sklepu znajduje się pizzeria, z pizzą z pieca opalanego drewnem. Port w Kozinie ma swój niepowtarzalny klimat, który tworzy nie tylko zimna woda, która leci pod prysznicem, ale przypływający tu żeglarze. Wieczorem rozpalamy z Matim grilla, dziewczyny przygotowują „wurszt”, a obok jakaś załoga rozpala ognisko. Tak zaczyna się nocne życie portu w Kozinie. Po kolacji przysiadamy się do ogniska. Okazuje się, że do Kozina zawitała także załoga Radia Łódź. Świadomość, że jutro części załogi kończy się urlop, zmusza nas do powrotu na pokład około 3.00 w nocy.
Środa przywitała nas deszczem. W porcie wielkie zamieszanie. Część załóg szkoleniowych już wyrusza na jeziora. My powoli dochodzimy do siebie, ale Domi z Matim już spakowani. Mamy płynąć z nimi do Giżycka, skąd PKS-em dojadą do Rucianego po swój niepokonany „rydwan”. Po śniadanku wypływamy w kierunku Niegocina. Słabo wieje, wiec korzystamy z pomocy silnika. Przepłynięcie z Zatoki Mulik do Kanału Łuczańskiego, zajmuje nam ok. 1,2h.Teraz poczekamy na otwarcie jedynego w Polsce i jednego z kilku w Europie, drewnianego, obrotowego mostu. Most został zbudowany w 1889 roku, by zapewnić połączenie drogowe Twierdzy Boyen, znajdującej się na zachodnim brzegu kanału z miastem.Przęsło mostu ma ok 20 metrów długości i 8 metrów szerokości waży ok 100 ton,a co najciekawsze w tym wszystkim cały mechanizm obsługiwany jest ręcznie i trwa to jakieś 5 min. Godziny otwarcia mostu podane są na tablicy, ale jakoś zawsze ciężko je zapamiętać. Na szczęście pojawiła się już stosowna aplikacja na androida, którą można pobrać ze strony Urzędu Miasta. W międzyczasie Agusia, Damian i Paweł w strugach ciepłego, letniego deszczu odprowadzają Domi i Matiego na dworzec autobusowy. Po powrocie załogi, mamy zamiar płynąć do Sztynortu. Przed nami jeszcze dwa pełne dni wakacyjnego wypoczynku.

DSCF9736

Jezioro Niegocin.

DSCF9746

Pożegnalna fotka przy Kanale Łuczańskim w Giżycku.

DSCN9350

Linki:
1.Port u Faryja – Ruciane Nida
2.Ośrodek Turystyki Wodnej – Ruciane Nida
3.Port Wierzba
4.Stare Sady Port & Chillout
5.Stanica Żeglarska – Korektywa
6.Jacht Klub Polski Bielsko w Kozinie
7.Żeglarska Smażalnia
8.Śluza Guzianka
9.Most obrotowy w Giżycku
10.Ośrodek Wodnik – Ruciane Nida
11.Wypożyczalnia żaglówek
12.Stacja badawcza PAN – Popielno

autor tekstu : Marcin