Barania Góra   21.01.2017

 

Alarm budzi mnie jeszcze przed wschodem słońca. Wstaję z łóżka i pierwsze swoje kroki kieruję do kuchni, gdzie za oknem wisi termometr. Prognozy się sprawdziły. Słupek rtęci pokazuje -20°C. To jak dotychczas najzimniejsza noc tej zimy.

Pomimo tego nie zamierzam zrezygnować z planów spędzenia tego dnia na (mroźnym) łonie natury. Pakuję plecak, jem śniadanko i opuszczam zakopcony Śląsk. Dzisiejszym moim celem jest spacer Doliną Białej Wisełki oraz wejście na Baranią Górę (1220 m.n.p.m).

Przejazd samochodem z Bytomia do Wisły zajmuje mi ok. 2 h, razem z dłuższym postojem na stacji benzynowej, gdzie okazało się, że zamarzła mi klapka wlewu paliwa:-)

Królowa polskich rzek jak nietrudno się domyślić swój bieg rozpoczyna w mieście Wisła. Ale żeby być precyzyjnym trzeba powiedzieć, że na zachodnich stokach rozpoczynają swój bieg dwa potoki źródłowe: Biała i Czarna Wisełka. Woda z tych potoków wpada do Jeziora Czerniańskiego – sztucznego zbiornika wody pitnej dla okolicznych miejscowości. Z tegoż jeziora wypływa Wisełka i dopiero po połączeniu się z Potokiem Malinowskim swój bieg rozpoczyna rzeka Wisła. Tyle teorii. Ja udaję się do przysiółka Wisła Czarne i parkuję samochód na końcu drogi, przy budynku OSP płacąc 6 zł. Od tego miejsca będę się poruszał niebieskim szlakiem wzdłuż Białej Wisełki do granicy rezerwatu „Barania Góra”, a później dalej aż na szczyt Baraniej Góry.

Jezioro Czerniańskie.

Start wycieczki w Czarnym.

Po założeniu plecaka zaczynam iść pod górę żwawo przebierając nogami. Bywałem już tutaj latem i muszę przyznać, że zimowa sceneria jest o niebo ładniejsza. Idę po białej drodze wzdłuż zamarzniętej rzeki, a jedynym mijającym mnie pojazdem są sanie zaprzęgnięte w dwa koniki. Sama dolina jest dość ostro wcięta i szczególnie od strony rzeczki ma urwiste, niemal pionowe brzegi. Po kilku kilometrach szlak odbija w prawo. Ścieżka znacznie się zwęża jednak nadal idę wzdłuż (coraz bardziej zamrożonej) Białej Wisełki. Kilka minut później dochodzę do bardzo charakterystycznego miejsca jakim są Kaskady Rodła. Jest to zespół kilkunastu wodospadów, z których najwyższy ma 5 metrów wysokości i jest tym samym najwyższym wodospadem województwa śląskiego. Niestety dokładne zobaczenie spadającej wody jest trudne gdyż wszystko jest mocno zamarznięte, a zejście z udeptanej ścieżki grozi wpadnięciem w śnieg po pas. Trudno. Nieco dalej las się przerzedza i docierają do mnie pierwsze promienie słońca. Nad sobą widzę bezchmurne niebo. Ale będą widoki! Idąc tutaj czuję się trochę jakbym przemierzał lasy dzikiej Syberii. Nie słyszę już potoku, który został przykryty lodem i śniegiem, wiatru, ani ptaków. Jedynie mój oddech i chrupiący śnieg pod butami. Pięknie!

Zamarznięte Kaskady Rodła. 

Szlak na Baranią Górę i ona sama na ostatnim planie.

Wkrótce docieram do kolejnego charakterystycznego miejsca. Tutaj niebieski szlak rozchodzi się z Białą Wisełką. W celu ochrony przyrody już w 1953 roku utworzono tutaj rezerwat „Barania Góra”. Ma on na celu ochronę obszarów leśnych w obrębie szczytu, a także ochronę źródeł Wisły. Jak możemy przeczytać na tablicach, niektóre drzewa rosną tu od 200 lat. Korzystając ze znajdującej się tutaj wiaty robię sobie mały odpoczynek. Konsumuję zamarzniętego banana i piję gorącą herbatę. Po kilku minutach zakładam plecak i w drogę! Trawersując stoki Baraniej Góry coraz gorzej mi się idzie. Nogi zaczynają wpadać w coraz głębszy śnieg a ścieżka jest zdecydowanie gorzej udeptana. Wreszcie widzę pierwszy raz w Beskidzie Śląskim coś a’la zimowe obejście. Szlak jest zawiany, a udeptana ścieżka już nie trawersuje, tylko idzie przez las wydaje się wprost na szczyt.

Zawiany szlak.

Ostatnie metry przed szczytem.

I faktycznie. Po wyjściu z lasu okazuje się, że jestem niemal na szczycie Baraniej Góry. Jest ona drugim (po Skrzycznem) najwyższym szczytem w Beskidzie Śląskim i mierzy 1220 m.n.p.m. Skąd taka nazwa? Jest wiele wersji. Jedna z nich mówi, że ponoć kiedyś na jej stokach w wyniku wielkiego pożaru hali i lasu spaliło się 300 baranów. Na szczycie znajduje się duży węzeł szlaków oraz wieża triangulacyjna i widokowa. Po huraganowych wiatrach z 2004 roku duża część drzewostanu w obrębie szczytu została połamana, przez co przestrzeń i widoki można podziwiać nie tylko z wieży. A jest co oglądać. Dzięki pięknej pogodzie widzę nie tylko pobliskie Skrzyczne, szczyty Beskidu Żywieckiego z Pilskiem i Babią na czele, ale także Tatry. A z wieży także Beskid Śląsko Morawski z charakterystyczną Łysą Górą, Beskid Mały i Góry Choczańskie.

Widok na Beskid Śląsko – Morawski.

Zamarznięta wieża widokowa na szczycie Baraniej Góry.

Widok w stronę Skrzycznego i Malinowskiej Skały.

Chciałoby się tu troszkę dłużej posiedzieć i popodziwiać widoki, ale nie da rady. Mimo, że na zdjęciach wszystko wygląda jak z bajki, to naprawdę jest tu zimno i mało przyjemnie. Po kilku zdjęciach na szczycie pada mi bateria w aparacie, a zdjęcie grubych rękawic na czas zjedzenia kanapki powoduje całkowity brak czucia w dłoni na kilkanaście minut. Kilka kropel herbaty przypadkowo wylanej na plecak momentalnie zamienia się w lód. Do tego zaczyna delikatnie dmuchać wiatr. Zdecydowanie nadszedł czas na powrót w dół. I tutaj mamy do wyboru dwie opcje: powrót tą samą drogą, albo poprzez Przysłop (gdzie znajduje się schronisko PTTK) i w dół do głównej szosy Doliną Czarnej Wisełki zataczając tym samym pętlę. Zdecydowanie polecam opcję drugą, mimo, że jest kilka kilometrów dłuższa. W ten sposób można przejść obie dolinki i całą ścieżkę przyrodniczą „Barania Góra”. Ja jednak decyduje się na szybki powrót tą samą drogą. Dlaczego? Myślę, że każdy może domyśleć się sam:-)

Podsumowując: wycieczka zajęła mi w sumie ok.4,5 h. Polecam ją każdemu, zwłaszcza w piękny zimowy dzień gdy nie ma tu wakacyjnych tłumów turystów. Widoki ze szczytu Baraniej są jednymi z najpiękniejszych w całym Beskidzie Śląskim, a Dolinka Białej Wisełki nie ma sobie tu równych.

Mapa szlaków.

LINKI: