Albania   30.06 – 04.07   2014

DSC01697

Albania to fascynujący kraj pełen kontrastów. Postanowiliśmy go odwiedzić podczas naszej wakacyjnej objazdówki po Bałkanach, aby sprawdzić co jest ciekawego do zobaczenia i czy można wypocząć w tym niezalanym jeszcze przez masową turystykę zakątku Europy.

Albania liczy nieco ponad 3 mln obywateli i zajmuje powierzchnie mniejszą niż nasze województwo mazowieckie. 75% powierzchni kraju zajmują góry,a ponad połowa mieszkańców to muzułmanie. Jest on niestety nadal jednym z najbiedniejszych i najsłabiej rozwiniętych krajów na naszym kontynencie.

Wycieczka do Albanii to wciąż jeszcze miejsce na spędzenie tanich wakacji, ceny odbiegają znacznie od tych, które znamy z Chorwacji lub nieco tylko tańszej Czarnogóry. Jeśli chodzi o transport z Polski dostaniemy się tu w niecałe 6 godzin samolotem lub tak jak my autem w wersji ekonomiczno – outdorowej  przez Serbie i Macedonię (pokonując ok 1700 km).

albania ksamil

Ksamil – jedna z najpiękniejszych plaż na riwierze albańskiej.

Ludność albańska jest bardzo otwarta i serdeczna, zapewniam że nie grozi nam tu żadne niebezpieczeństwo, trzeba tylko zachować podstawowe środki ostrożności (jak wszędzie). Mieszkańcy są bardzo otwarci na turystów dający im pewne źródło dochodów. Pewnym stereotypem jest postrzeganie tubylców jako podstarzałych zacofanych pasterzy,którzy zamiast samochodem jeżdżą na ośle a w domu zamiast psa trzymają kozę. Nic bardziej mylnego ludzie są normalni i żyją tak jak my a dla porównania w stolicy Albanii jeździ chyba więcej Mercedesów niż w całej Warszawie, natomiast nadmorska Saranda nie odbiega niczym od zachodnioeuropejskich kurortów. Niestety krajobraz i życie ludzi na prowincji wciąż daje wiele do myślenia……

albania

Podróżując po kraju, taki widok był smutną rzeczywistością.

Mimo wszystko chciałbym was zachęcić do odwiedzenia tego wspaniałego i nieco tajemniczego kraju. Poza ciekawymi zabytkami i dziewiczą przyrodą będziecie mogli zobaczyć i zakosztować również nietypowych atrakcji jakimi są np. widok brawurowej jazdy albańskich kierowców w stolicy czy wypasające się bydło na autostradzie. Być może będziecie mieli okazje obejrzeć bunkry na plaży lub spacerującego niedźwiedzia  na promenadzie w Durrës, kobiety będą mogły pobuszować na licznych bazarach, które posiadają niezliczoną ilość „podróbek”dosłownie wszystkiego. A jak zgłodniejecie wpadnijcie do jednej z licznych tawern aby zakosztować pilaf lub kofte (albańska wersja mielonych), gdzie najecie się do syta za kilkanaście złoty. Możecie także spróbować baraniego łba na przydrożnym straganie, a na koniec obowiązkowo nie możecie sobie odmówić degustacji tradycyjnego koniaku albańskiego – Skanderbeg.

bunker_in_albania

Bunkry w Albanii widać na każdym kroku. To niechlubny spadek po Enverze Hoży komunistycznym dyktatorze, który po swoich 40 letnich rządach doprowadził kraj do ruiny.

Teraz pokaże wam kilka ciekawych miejsc, które podczas przejazdu z południa na północ kraju udało nam się odwiedzić .

Korcza

W drodze z Ochrydy pierwszym większym albańskim miastem na trasie była Korcza. To duży ośrodek miejski w południowo – wschodniej części kraju, będąc przejazdem warto zatrzymać się tu na kilka godzin. My odwiedziliśmy wspaniałą odrestaurowaną cerkiew św.Jerzego, przypominającą architekturą nieco Hagia Sofia w Stambule. Zaglądamy także do jednego z najstarszych meczetów w kraju Mirahori oraz na „turecki” bazar, gdzie można było kupić praktycznie wszystko od lokalnych specjałów po podróbki markowych producentów odzieży czy perfum.

DSC00977

Katedra prawosławna św.Jerzego w Korczy.

Góry południowej Albanii

Jadąc z Korczy w kierunku Gjirokastry podziwiamy potężne pasmo gór Gramoz znajdujące się na granicy albańsko-greckiej, jego szczyty sięgają ponad 2500 m.n.p.m. Na oglądanie widoków mamy sporo czasu, gdyż droga jest w fatalnym stanie i rozwijamy zawrotną prędkość 40 km/h. Dojeżdżamy do wysoko położonej miejscowości Leskovik, która wygląda trochę jakby ktoś na zboczach tatrzańskich szczytów wybudował blokowisko.Widoki fantastyczne, niestety w samym mieście już nie tak „różowo”, zatrzymaliśmy się tylko na chwilę po wodę i lody, gdyż 40 stopniowy upał dawał popalić. W centrum miasta pustki, ludzi mało, po chwili udało nam się znaleźć sklep spożywczy przed którym stało kilka starych domowych lodówek, a w środku jak za komuny prawie pusto na półkach. Ale najważniejsze że udało nam się kupić cokolwiek zimnego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Panorama Leskovika.

Droga z Leskovika w kierunku Gjirokastry była jeszcze gorsza, dosłownie dziura na dziurze i tak oto albańską drogą krajową, 30 km/h w ogromnym upale toczymy się naszą astrą w kierunku Gjirokastry, jedynym pocieszeniem jest to że mamy piękne widoki na góry Nemërçkë i  malowniczą dolinę rzeki Vjosa, która towarzyszy nam aż do okolic Tepeleny, gdzie wjeżdżamy już na lepszą drogę.

DSC00987

Dolina rzeki Vjosa.

DSC00990

Tutaj zrobiliśmy sobie krótką przerwę na postój, było tak gorąco że na drodze asfalt się topił a temperatura w naszym aucie pokazywała 46 stopni.

Gjirokastra

Po przejechaniu 200 km i kilku godzinach w samochodzie docieramy w końcu do Gjirokastry zwanej także miastem srebrnych dachów. Jest to największy ośrodek miejski w południowej Albanii, posiada status miasta – muzeum ze względu na kamienne domy znajdujące się na starówce, które pokryte są kamiennymi dachówkami ze srebrzystych łupków. W roku 2005 znalazło się na liście zabytków UNESCO. Udajemy się najpierw na starówkę, gdzie podziwiamy staro albańskie zabudowania, w których obecnie znajdują się sklepy z pamiątkami, kawiarnie oraz restauracje. Następnie udajemy się do twierdzy, z której roztaczają się wspaniałe widoki. Warto również poświęcić chwilę czasu i 300 leków aby odwiedzić dom rodzinny dyktatora Envera Hodży, w którym dawniej znajdowało się Muzeum Walki i Rewolucji natomiast  obecnie znajduje się muzeum etnograficzne.

Gjirokastra_-_Enver_Hoxhas_Geburtshaus_und_Museum

Dom albańskiego dyktatora Envera Hodży.

DSC01006

Forteca zbudowana przez Alego Paszę w 1798 roku.

DSC00998

Niebieskie Oko

Ta nietypowa atrakcja znajduje się nieopodal głównej drogi biegnącej z Gjirokastry do Sarandy. Jest to krystalicznie czyste źródło bijące z dna 20 metrowej niszy skalnej, dawniej miejsce to było zakazane dla osób z zewnątrz, wejście miał tutaj tylko Enver Hodża i jego świta. Dziś może z tej atrakcji korzystać każdy.

Niestety, czego bardzo żałuję nie mieliśmy okazji wykąpać się w albańskim blue eye, byliśmy w tym miejscu tylko przejazdem. Po całodniowej jeździe przez górzyste tereny w ogromnym upale marzyliśmy tylko o dotarciu do Sarandy i szybkim znalezieniu noclegu.

DSC_0363

Saranda

Do Sarandy dojeżdżamy wieczorem. Z Ochrydu pokonaliśmy 350 km, przeprawa przez całą południową Albanię zajęła nam prawie 10 godzin.

Saranda to najważniejszy kurort na albańskim wybrzeżu,więc ze znalezieniem noclegu nie mieliśmy większych problemów, podjechaliśmy na nadmorską promenadę gdzie znajdował się punkt informacji turystycznej, a w niej sympatyczna pani, która po krótkiej konwersacji zadzwoniła tu i ówdzie. Po 10 min. przybiegła do nas właścicielka pobliskiego pensjonatu, która zaoferowała nam piękny czteroosobowy apartament z tarasem, klimatyzacją, aneksem i parkingiem za bagatela 25 euro. Długo się nie namyślając płacimy i po chwili meldujemy się w naszym luksusowym lokum z widokiem na Morze Jońskie. Jesteśmy w szoku co do ceny, za kwotę 6 euro na osobę w Polsce nie znajdzie się noclegu już nawet w górskim schronisku,a co dopiero w takim pensjonacie. W Sarandzie do zwiedzania nie ma zbyt wiele jest tu więcej hoteli i restauracji niż zabytków. Wieczorną porą wybieramy się na pierwszą podczas tego pobytu kąpiel morską, a następnie  do jednego z regionalnych barów na promenadzie, skąd podziwiamy widok na pobliską wyspę grecką. To właśnie rejsy promem pasażerskim lub wodolotem z Sarandy na Korfu są jedną z najbardziej obleganych miejscowych atrakcji.

DSC01022

Plaża miejska w Sarandzie.

DSC01018

DSC01030

DSC01025

Jedną z ciekawszych atrakcji położoną kilkadziesiąt metrów na południe od Sarandy są ruiny antycznego miasta Butrinti. Do kompleksu archeologicznego dostaniemy się własnym autem lub taksówką. Warto tu przyjechać aby zobaczyć ruiny starożytnego miasta,które liczą sobie prawie 2500 lat. Znajdziemy tu dawne zabudowania pamiętające czasy antycznej Grecji, starożytnego Rzymu oraz Bizancjum. Zwiedzanie kompleksu to wydatek rzędu 25 zł.

butrinti-compressed-1

Butrinti – ruiny starożytnego miasta.

Riwiera albańska

Z Sarandy udajemy się dalej na południe aby odwiedzić jedną z najpiękniejszych greckich wysp, lecz po tygodniowym pobycie na Korfu wracamy ponownie do Albanii.Kontynuujemy nasze zwiedzanie zaczynając od przejazdu piękną drogą położoną wzdłuż riwiery albańskiej która prowadzi z Sarandy do Vlore. Zaraz za stolicą południowego wybrzeża leży miejscowość Queparo, gdzie na plaży warto zobaczyć duży kompleks bunkrów z czasów Envera Hodży. Jadąc dalej wzdłuż brzegów Morza Jońskiego mijamy Borsh, gdzie znajdują się wspaniałe dziewicze plaże,a następnie docieramy do Porto Palermo, tu zaś odwiedzić można starą twierdzę Alego Paszy, a co ciekawsze z drogi widzimy pozostałości po bazie marynarki wojennej, a konkretnie schron dla okrętów podwodnych. Była to jedna z trzech takich baz, którą po II wojnie Albańczycy udostępnili flocie sowieckiej.

bunkry

Bunkry na riwierze jońskiej. W całej Albanii dyktator nakazał wybudować ich ponad 600 000, z czego większość zachowała się do dziś.

DSC01554

Malownicze wybrzeże jońskie w okolicach Borsh. W oddali po prawej stronie grecka wyspa Korfu.

U-Boot-Bunker

Były schron dla okrętów podwodnych w Porto Palermo.

Popołudniu dojeżdżamy do Himare, gdzie postanawiamy pozostać do następnego dnia. Ze znalezieniem noclegu również nie mieliśmy większego kłopotu. Tym razem pomogła nam pani z baru fast food, która mówiła nie co po angielsku i zadzwoniła do sympatycznych właścicieli apartamentów znajdujących się kilka pięter nad nami. Po chwili pojawiła się elegancka pani z wąsem 🙂 wraz z mężem, byli to gospodarze  (zresztą bardzo mili), którzy niestety nie mówili po angielsku jak większość Albańczyków. Z pomocą przyszła ponownie pani Margarita z naszej knajpki, dogadaliśmy się co do ceny, (30 euro/noc za 4 osobowy apartament) a chwilę później mogliśmy się już wprowadzać.

Himare to malowniczo położona miejscowość wypoczynkowa,znajduje się tu piękna plaża, krystalicznie czysta woda, promenada z kafejkami, niewielki port rybacki i przystań jachtowa. Jedyne co może odstraszyć turystę to zaniedbane postkomunistyczne bloki.

DSC01565

Tak wyglądał parking strzeżony w Himare. Po zapłaceniu młodemu Albańczykowi ok 300 leków, (ok 9 zł) młody mężczyzna siedział przez cały dzień i całą noc pilnując trzech samochodów jakie znajdowały się na tym parkingu.

DSC01566

Plaża w centrum Himare.

DSC01568

DSC01575

DSC01580

DSC01588

DSC01591

albanija-obala

Llamani Beach jedna z najpiękniejszych albańskich plaż oddalona jest kilka kilometrów od Himare.

Po krótkim pobycie w urokliwym Himare ruszamy dalej na północ. Kilkanaście kilometrów po starcie wspinamy się ostro pod górę, liczne serpentyny doprowadzają nas na malowniczą przełęcz Llogarase (1020 m.n.p.m). Znajduje się tu restauracja, parking oraz taras widokowy skąd rozpościera się wspaniały widok na plaże riwiery jońskiej, dzikie góry albańskie oraz wyspę Korfu.

DSC01602

Południowo – zachodnie stoki gór opadające ku plażom Morza Jońskiego blisko 1000 metrów w dół.

DSC01611

DSC01619

Widok z tarasu restauracji „Panaroma” znajdująca się na malowniczej przełęczy.

DSC01621

Restauracja „Panorama” a za nią szczyt Athanaz 1496 m.n.p.m najwyższy w paśmie Rreza e Kanalit.

Z przełęczy udajemy się do Vlory, tu kończy się nasza przygoda z naszą górzystą riwierą.

Vlora to duży ośrodek miejski oraz dynamicznie się rozwijający kurort w południowej Albanii, drugi po Dureszu port w kraju.W mieście panuje spory ruch, my wpadamy tu tylko przelotnie na konsumpcje. Okazałym bulwarem Qemaliego z licznymi eleganckimi sklepami i restauracjami dostajemy do serca Vlory na Plac Niepodległości, gdzie stoi potężny pomnik upamiętniający powstanie Republiki Albanii w 1912 roku. Blisko placu znajduje się również jedna z najstarszych świątyń muzułmańskich w kraju – Meczet Murada, który został wybudowany w 1557 przez słynnego nadwornego sułtańskiego architekta Miara Sinana, będący Albańczykiem z pochodzenia. Po zwiedzaniu udajemy się na pobliski bazar aby zjeść tradycyjnego burka ze szpinakiem i napić się kawy mrożonej. Ice coffe pijaliśmy chyba w każdym  miejscu w jakim się tylko zatrzymywaliśmy się tylko na terenie Albanii. Były to zapewne najlepsze kawy jakie piłem w życiu, a na dodatek dla porównania za 0,5 l szklankę miejscowej „mrożuchy” płaciło się od 3 do 5 zł .

DSC01623

Pomnik niepodległości , a przy nim mercedes -symbol albańskiego luksusu.

DSC01626

Vlora – bulwar Ismaila Qemalego ojca albańskiej niepodległości.

DSC01631

Meczet Murada – jeden z najstarszych w Albanii

085

Tradycyjny albański fast food – burek ze szpinakiem i serem

Duresz

Z Vlory udajemy się już drogą szybkiego ruchu do Dureszu, drugiego co do wielkości miasta w kraju i największego portu w Albanii. Miasto nie jest może szczególnie ciekawe turystycznie, nie licząc amfiteatru rzymskiego i kilku świątyń. My traktujemy je bardziej jako bazę wypadową do Tirany i Kruje. Gdy tylko wjechaliśmy do części turystycznej Dureszu, na pierwszych światłach od razu trafiliśmy na naganiacza, który zaprowadził nas do całkiem eleganckiego hoteliku tuż przy plaży. Pierwsza nasza myśl, pewnie drogo, ale po krótkiej rozmowie z panem w recepcji okazało się że apartament z widokiem na morze,śniadanie, leżak na plaży oraz miejsce parkingowe życzy sobie jedynie 10 euro za osobę. Długo nie myśląc postanowiliśmy się tu zatrzymać.

Niestety woda w zatoce Durresit już nie ta sama co na riwierze, bliskość portu i ruch potężnych statków transportowych ewidentnie przełożył się na stan jakości wody. Można by powiedzieć standard podobny jak nad naszym Bałtykiem. Mimo to latem plaże w Dureszu są zalewane falą turystów z pobliskiej stolicy, ale i nie tylko, gości tu również mnóstwo Włochów, z którymi Albańczycy prowadzą wiele różnych interesów. Poza kąpielą można tu zobaczyć inne ciekawe i nietypowe atrakcje m.in : tresera prowadzącego niedźwiedzia na smyczy po promenadzie czy bunkry leżące na plaży. A jak zgłodniejecie, zasiądźcie w jednym z wielu lokali gastronomicznych usytuowanych tuż przy nadmorskim bulwarze, gdzie zapewne zostaniecie bardzo mile i szybko obsłużeni .

DSC01649

Mimo że ulokowały się tu nowoczesne hotele,a pod nimi stoją luksusowe samochody, oznaki biedy widać na każdym kroku.

DSC01654

Bunkry są po prostu wszędzie.

DSC01662

Widok z naszego hotelowego tarasu.

Kruja

Następnego dnia ruszamy w kierunku miasta Kruja, oddalonego ok 40 km na wschód od Dureszu. Kruja to dawna stolica państwa Skanderbega, który był twórcą niezależnego państwa albańskiego.W miasteczku warto zobaczyć piękny zabytkowy bazar(nieco drogi), który doprowadzi nas do murów odrestaurowanej twierdzy na terenie której znajduje się muzeum Skanderbega (wstęp 200 leków)przy zamku znajduje się również stara łaźnia turecka oraz meczet baktaszystów. W sezonie jest tu dość tłoczno, nie brakuje zagranicznych turytów, spotkać można np. wiele turystów z Polski. Kruja często jest nazwana nieco na wyrost „albańskim Krakowem” dlatego bywa też celem licznych wycieczek fakultatywnych ,grup wypoczywających na terenie Albanii, Czarnogóry czy Chorwacji.

DSC01674

DSC01677

Zabytkowa uliczka bazarowa z licznymi sklepami, kramami i pracowniami rzemiosła artystycznego.

DSC01675

DSC01687

Zamek zrekonstruowano w 1982 roku, a pracami kierowała córka Envera Hodży.

DSC01695

Rzeźba Skanderbega i jego wojów w muzeum zamkowym.

DSC01703

Jeden z kolorowych żółwi mieszkających na dziedzińcu zamkowym, budziły one spore zainteresowanie turystów.

Tirana

Z Kruje jedziemy do położonej 20 km na południe stolicy Albanii.Tirana jest największym miastem w kraju i liczy ponad 600 tyś mieszkańców. Jest stosunkowo młodym miastem ale po przez swoje centralne położenie szybko osiągnęła rozwój i stała się dużym ośrodkiem kulturalnym, administracyjnym oraz gospodarczym w kraju. Miasto nie jest zbyt atrakcyjne pod względem zabytków ale warto przyjechać tu choćby po to aby zobaczyć ten wielkomiejski chaos, który tu panuje oraz zaobserwować jak z dawnego komunistycznego miasta  rządzonego przez tyrana i dyktatora,przeradza się w nowoczesną europejską stolice.

Auto parkujemy w samym sercu Tirany, tuż nieopodal słynnego Placu Skanderbega. Nasze zwiedzanie zaczynamy od konsumpcji w jednym z licznych przydrożnych knajpek przy placu Sheshi Avni Rustemi, gdzie tubylcy zajadają się przysmakami z rusztu. Ruch tutaj jak w Rzymie, kelnerzy „biją” się o nas, żeby tylko zwerbować do swojego lokalu. Zamawiamy kofte, czyli małe kotleciki mielone podawane z cebulą i do tego chlebek pita. Pan proponuje nam również aby spróbować ich tradycyjny przysmak, czyli pieczony na rożnie łeb barana, ale tym razem podziękowaliśmy. Po najedzeniu się do syta pora przejść się po centrum stolicy.

20131020-110138

Łby baranie z rożna cieszyły równie dużą popularnością jak kurczaki. Co ciekawe na prowincji przyrządzana jest tradycyjna zupa z baraniego łba.

Zaczynamy od placu Skanderbega , gdzie na środku stoi okazały pomnik przywódcy. W północnej części znajduje się socjalistyczna budowla domu kultury obecnie w którym znajduje się opera narodowa, ten dar Związku Radzieckiego miał być pierwotnie bardziej okazały i wyglądem przypominać nasz Pałac Kultury i Nauki, lecz nie doszło do rozbudowy. W środkowej części placu znajduje się meczet Hadżi Beja,który to w czasie rządów dyktatora był jedynym czynnym obiektem sakralnym w całej Albanii.Po sąsiedzku ulokowały się charakterystyczne gmachy rządowe wybudowane z udziałem Włochów w stylu neorenesansowym. Następnie zaglądamy, wprawdzie tylko przez płot do willa dyktatora Envera Hodży. Zachodzimy również pod słynną betonową „Piramidę”,w której dyktator jeszcze za życia przygotował sobie miejsce na swoje mauzoleum lecz nic z tego nie wyszło, po śmierci Hodży zaadoptowano budynek na halę sportową i do dzisiaj oszpeca centrum stolicy. Jesteśmy już bardzo zmęczeni i darowaliśmy sobie dalszy spacer na plac św. Teresy oraz do stojącego nieopodal pomnika F.Chopina.

DSC01715

Pomnik Skanderbega.

DSC01711

DSC01714

DSC01718

DSC01725

Piramida – niedoszłe mauzoleum dyktatora.

Wracamy na ostatnią noc w Dureszu, urlop niestety powoli dobiega końca,żałujemy tylko że nie wystarczyło nam czasu aby zobaczyć zabytkowy Berat zwany miastem 1000 okien. Ale za to będzie jeszcze po co wracać.

Berat-city-of-the-thousand-windows

Berat, miasto – muzeum.

Szkodra

W drodze powrotnej do Polski postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jedno ciekawe miasto jakim jest Szkodra. Stolica północnej Albanii, położona nad malowniczym Jeziorem Szkoderskim, u podnóży Gór Północnoalbańskich. Nad miastem góruje okazała twierdza Rozafa oraz stojący w pobliżu Ołowiany Meczet. A w centrum warto odwiedzić włoską ulicę Idromeno, która do dziś jest reprezentacyjnym deptakiem miejskim, znajdują się tu również kościół rzymskokatolicki oraz klasztor franciszkanów, gdyż mieszkańcy Szkodry to w większości katolicy. Warto również zajrzeć do okazałego meczetu szejka Zamila, znajdującego się w pobliżu Placu Demokracji. Ufundowany został on w 1995 roku przez arabskiego szejka. Po krótkim zwiedzaniu udajemy się na ostatnie zakupy na pobliski bazar. Kobiety udają się oczywiście na tzw. szmaty i pamiątki, a faceci na spożywkę i alkohol. Na bazarze panował niezły chaos, w jednym rzędzie sprzedawano ciuchy, buty, mięso, na asfalcie leżały świeże ryby z pobliskiego jeziora a obok jakby nigdy nic fryzjer i golibroda w jednej osobie przyjmował w swoim archaicznym zakładzie tubylców,na szczęście po tylu dniach w Albanii człowiek zdołał się nieco przyzwyczaić, ale to nic najważniejsze że ludzie są w porządku. Po udanych zakupach opuszczamy miasto i ruszamy w kierunku granicy.

b_trip-2101_crop

Okazały meczet szejka Zamila na tle Gór Północnoalbańskich.

DSCN8473

Niestety okolice bazaru to widok nędzy i rozpaczy.

164

Jak widać na załączonym obrazku owoce tanie jak barszcz , winogrona za 3 zł.

DSCN8477

A  to elegancki albański salon fryzjerski, obok na asfalcie leżały świeże ryby prosto z jeziora, którymi handlowano.

DSC00244

lavazh-special

O mały włos i  zapomniałbym o jednej z najważniejszych rzeczy, które kojarzą się z tym fascynującym krajem. Spotkacie się z tym miejscem dosłownie wszędzie : w mieście, na wsi czy na osiedlu – to myjnie samochodowe. Podróżując po kraju odniosłem wrażenie że myjni jest chyba więcej niż samochodów 🙂

Jeszcze ostatni rzut oka na łagodną taflę Jeziora Szkoderskiego  po naszej lewej oraz potężne szczyty Gór Północnoalbańskich znajdujące się po prawicy i powoli zbliżamy się do północnego krańca Albanii, gdzie przekroczymy granice z Czarnogórą (Bożaj – Hani i Hotit).

Tu kończy się nasza albańska przygoda. Dopada nas chwila refleksji. Stwierdzamy wspólnie że jest to kraj pełen kontrastów, może jeszcze trochę dziki i lekko zacofany, ale posiadający piękne bogactwa, nie tylko w postaci zabytków czy nieskazitelnej przyrody ale przede wszystkim dobrych, prostych i serdecznych ludzi, którzy są największym skarbem tej ziemi.