Tatry Wysokie   28-30.09.2012

SAM_1201

Jesień to najlepsza pora do górskich wędrówek. Słońce nie praży tak mocno, mniej ludzi na szlakach,a dzień jeszcze stosunkowo długi. Na koniec września zaplanowaliśmy wspólnie z Mateuszem pokonanie najtrudniejszego szlaku w Tatrach – Orlej Perci. Szlak wytrasowany został na początku XX wieku przez Towarzystwo Tatrzańskie oraz ks. Walentego Gadowskiego. Pierwotnie szlak był dłuższy, wiódł od przełęczy Zawrat do Polany pod Wołoszynem. Od lat 30 część biegnąca grzbietem Wołoszyna jest niedostępna dla turystów z uwagi na ścisłą ochronę przyrody. Pomimo tego, przejście całej „Orlej” w ciągu 1 dnia jest nie lada wyczynem. Nasz plan minimum zakłada pokonanie najtrudniejszej części , jednokierunkowego odcinka Zawrat – Kozi Wierch.

Piątek

Z Gliwic wyjeżdżamy punkt 6. Pogoda – super. Słoneczko świeci, zapowiadają się super widoki! Podróż przebiega wzorcowo, najpierw autostradą A4, później słynną „zakopianką” i po 3 godzinach jesteśmy już w podtatrzańskiej stolicy.Parkujemy samochód, zakładamy plecaki i kierujemy się do Kuźnic. Kombinujemy sobie, że jeśli nie będzie „kolejki do kolejki” na Kasprowy Wierch to odpuścimy sobie wspinaczkę, wjedziemy na górę i już pierwszego dnia zaatakujemy Świnicę i pierwszą część Orlej Perci. Niestety, piękna pogoda i tłumy sprawiły, że na wagonik przyjdzie nam czekać kilka godzin. Zatem decydujemy, że dziś rozruszamy się na trasie prowadzącej do schroniska Murowaniec, gdzie zrobimy nocleg i następnego dnia uderzymy na Zawrat i Orlą. Wybieramy niebieski szlak przez Boczań i Skupniów Upłaz. Nie spieszymy się, robimy zdjęcia, „gadka szmatka” i o godzinie 14 zamawiamy już zimne piwo w Murowańcu. Siadamy na ławkach przed schroniskiem i delektujemy się napojem z pianką, gdy dowiadujemy się przypadkiem, że schronisko PTTK Murowaniec nie zezwala na nocowanie na przysłowiowej „glebie”. Wiadomość ta wprawia nas w osłupienie. Po dopytaniu pani zza baru, okazuje się , że w schronisku obowiązuje zakaz spania na podłodze, natomiast wszystkie pokoje oczywiście są zajęte. Pani z obsługi proponuje nam zejście do miasta, lub przejście do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów, bo tam już na podłodze spać można. Szybki rzut oka na mapę. Do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich mamy 4 godziny marszu i ponad 600 metrów przewyższenia. Dopijamy nasze piwo i ruszamy w drogę. Z czasów przejść wynika, że na miejscu będziemy po zmroku, ale jesteśmy na to przygotowani 🙂 . Szybkim krokiem, żółtym szlakiem kierujemy się w stronę Doliny Pańszczyca i przełęczy Krzyżne. Początkowo droga wiedzie lasem i jest dość przyjemna, ale po jakimś czasie zaczyna się robić stromo. Wejściu na przełęcz towarzyszą nam iście księżycowe krajobrazy. Szlak nie posiada większych trudności technicznych.Natomiast ostre tempo, spore nachylenie terenu i ciężar naszych plecaków dają nam nieco w kość. Ale jak to mówią, trzeba być twardym a nie miękkim i z uśmiechem na ustach walimy do przodu :).

SAM_1209

Dolina Suchej Wody Gąsienicowej.

SAM_1213

To zdjęcie dobrze pokazuje, jak człowiek jest mały (dosłownie i w przenośni) w obliczu potęgi natury.

SAM_1215

Widok z Doliny Pańszczycy na Skrajny Granat i Buczynowe Turnie.

SAM_1227

Ostatnie ostre podejście przed zdobyciem przełęcz Krzyżne.

SAM_1234

Widok na Wielki Staw Polski z przełęczy Krzyżne.Poniżej tafli wody, największy polski wodospad – Wielka Siklawa, o wysokości 65 metrów.

SAM_1235

Widok na Żabią Grań, a na drugim planie słowackie Tatry Wysokie.

SAM_1243

Przełęcz Krzyżne 2112 m.n.p.m.SAM_1253

Po 3 godzinach wymęczeni stajemy na przełęczy Krzyżne i naszym oczom ukazuje się jeden z najpiękniejszych widoków jaki można zobaczyć w Tatrach. Widać wspaniale Dolinę Pięciu Stawów Polskich, a z drugiej strony Dolinę Pańszczycy i Dolinę Suchej Wody. Robimy kilkuminutową przerwę na mały posiłek i obserwujemy drapieżne ptaki latające od nas dosłownie na wyciągnięcie ręki. Chyba też mają ochotę na nasze kanapki :). No nic, zakładamy plecaki i w drogę. W końcu pozostało już tylko z górki. Idziemy coraz szybciej, gdyż zaczyna się robić coraz ciemniej. Gdy dochodzimy do schroniska jest już całkiem ciemno. Na brzegu Przedniego Stawu Polskiego widzimy już pierwszych turystów, którzy zdecydowali się na romantyczny nocleg. Im bliżej schroniska, tym więcej widzimy śpiworów w kosodrzewinie, na trawie i nad Stawem. Amatorzy noclegu bez dachu nad głową mówią nam, że nie mamy po co iść do schroniska, bo tam nie ma miejsca, ani w pokojach, ani na podłodze w korytarzu. Nie chce nam się w to wierzyć, ale na miejscu okazuje się, że nie było w tym ani trochę przesady. Mateusz szybko wbił się w tłum turystów i cudem znalazł akurat 2 dość ciasne miejsca na podłodze w końcu korytarza. Szybko się rozkładamy i idziemy spać,gdyż jutro ważny dzień, atakujemy Orlą Perć!

SAM_1390

Nasza wieloosobowa sypialnia w korytarzu na pięterku.

Sobota

Budzimy się przed godziną 6. Oczywiście zaduch, hulający na zewnątrz wiatr i ciasnota nie pozwoliła na porządny sen. Jeszcze w śpiworach zaczynamy jeść śniadanie i ustalamy, że zostawiamy tu nasze rzeczy. Postanawiamy że drugą noc także pozostaniemy w „piątce”, gdyż miejscówkę mamy całkiem niezłą, mimo chrapiących i rozpychających się naszych 50-letnich towarzyszy z Kielc (zresztą jak się później okazało bardzo sympatycznych). O słuszności decyzji utwierdza nas widok na zewnątrz. Ludzie którzy nie zmieścili się w środku spali wszędzie. Nad stawem, na ławkach, stołach, murkach a nawet w kosodrzewinie. Temperatura na zewnątrz miała jakieś 4 stopnie Celsjusza.

SAM_1267

Schronisko w „piątce” budzi się do życia.

SAM_1268

Przedni Staw Polski.

SAM_1272

Przepełnione schronisko,nie zniechęciło tych bardziej wytrwałych do zmiany miejsca noclegu 🙂

SAM_1274

Poranny widok na Doline Roztoki.

SAM_1275

Buczynowe Turnie,przełęcz Krzyżne i Wielki Wołoszyn widziane z przed schroniska w Dolinie Pięciu Stawów.

Zatem pakujemy jeden plecak i po godzinie 7 ruszamy w stronę Zawratu. Przełęcz ta okryta jest złą sławą z powodu licznych wypadków mających tu miejsce. Najniebezpieczniejsza ekspozycja znajdują się od strony Doliny Gąsienicowej. Dojście z Doliny Pięciu Stawów to dosłownie spacer, z pięknymi widokami na największe tatrzańskie jeziora. Po drodze widzimy jeszcze stado kozic, które świetnie się maskują na tle skał i kamieni. 1,5 godziny później jesteśmy na Zawracie. Tam robimy sobie krótką przerwę, podziwiamy panoramę, cykamy kilka fotek i ruszamy w dalszą drogę!

SAM_1283  SAM_1288  SAM_1291

SAM_1292

Podejście na Zawrat 2158 m.n.p.m.

SAM_1294

Zadni Staw Polski oraz górujący nad nim Walentynkowy Wierch.

SAM_1301  SAM_1307  SAM_1308

Początkowo nic nie zwiastuje że to najtrudniejszy szlak górski w Tatrach, a według niektórych w całych Karpatach. Szybko zaczynają się pierwsze sztuczne ułatwienia w postaci łańcuchów, które z małymi przerwami będą nam towarzyszyć aż do Koziego Wierchu. Powoli wspinamy się na Mały Kozi Wierch z którego roztacza się ładny widok na tatrzańskie doliny oraz Świnicę (2301 m.n.p.m). Dalej droga idzie w dół do Zmarzłej Przełączki Wyżniej gdzie szlak przechodzi na stronę północną. Tu zaczyna się słynny żleb Honoratka ( zwany dawniej Żydowskim Żlebem). Miejsce to znane jest z wielu tragicznych wypadków i zejście w dół w niesprzyjających warunkach przy śliskiej skale jest naprawdę niebezpieczne. Odsłania nam się piękna panorama na Czarny Staw Gąsienicowy i Dolinę Suchej Wody. Szlak prowadzi nas trawersem Zmarzłych Czub a następnie przez turnie w dół do Zmarzłej Przełęczy, na której znajduje się słynny „chłopek”. Robimy sobie kilka zdjęć i ruszamy w stronę Zamarłej Turni. Po drodze musimy jeszcze pokonać kolejne ciekawe miejsce na Orlej,jaką jest Kozia Przełęcz. Aby dostać się na „siodełko” pokonujemy najsłynniejszą w całych Tatrach 8 -metrową drabinkę. Mimo lekkiego luzu na kotwach przytwierdzających ją do skały, przeszkodę forsujemy dosyć sprawnie. W naszym odczuciu nie jest wcale tak straszna jak niektórzy to opisują. Jednak trzeba przyznać, że u osób z lękiem przestrzeni lub wrażliwych na ekspozycję może ona spowodować zakończenie wycieczki w towarzystwie TOPR-owców .

SAM_1314  SAM_1316  SAM_1321

SAM_1313

Zmarzły Staw Gąsienicowy leżący 400 metrów poniżej naszego szlaku.

SAM_1334   SAM_1325   SAM_1332

SAM_1339 SAM_1348

SAM_1356

„Chłopek” na Zmarzłej Przełęczy 2126 m.n.p.m.

SAM_1353

Grań Orlej Perci.

SAM_1360

Słynna drabinka na Koziej Przełęczy 2137 m.n.p.m.

SAM_1368

Po chwili jesteśmy już na Koziej Przełęczy, gdzie czerwony szlak przecina się z żółtym, biegnącym z Doliny Pustej do Koziej Dolinki (z Doliny Pięciu Stawów na Hale Gąsienicową). Na przełęczy panuje duży ruch, jest ciasno i trudno minąć się z innymi turystami. Znajdujemy kawałek miejsca, kilka łyków „energetyka” i po chwili wspinamy się już na Kozie Czuby. Tu szlak jest bardzo stromy, angażujemy do pracy wszystkie mięśnie w rękach i nogach. Na wierzchołkach kolejne zdjęcia, otarcie potu z czoła i zejście po klamrach z łańcuchami w dłoniach niemal że w pionie, na Wyżnią Kozią Przełęcz. Dla mnie osobiście ten fragment był najtrudniejszy. Niewiele wyślizganych stopni, spora ekspozycja i zmęczenie powodują chwilę strachu, ale po dwóch głębszych oddechach jestem już na dole. Tym razem już bez przerwy znów ostro, ale tym razem w górę. Trzymając się łańcuchów, wspinamy się po klamrach i po kilkunastu minutach wdrapujemy się na wierzchołek Koziego Wierchu (2291 m.n.p.m.). Jest on najwyższym szczytem, który znajduje się w całości w granicach Rzeczpospolitej Polskiej. Roztacza się stąd wspaniała panorama na doliny: Roztoki, Pięciu Stawów Polskich i Gąsienicową, a także na najważniejsze tatrzańskie szczyty po stronie polskiej i słowackiej.  Przysiadamy i posilamy się nieco, chłoniemy piękne widoki i mimo zmęczenia ładujemy akumulatory.

SAM_1380

SAM_1376

Ostatnie metry i „Kozi” będzie zdobyty.

SAM_1379

Podejście stromym kominem na szczyt Koziego Wierchu.

SAM_1378

SAM_1385

Szczęśliwy zdobywcy Koziego Wierchu 2291 m.n.p.m.

Teraz czeka nas zejście w dół czarnym szlakiem do schroniska. Na dole na szczęście okazuje się, że nikt nas nie wyeksmitował z naszej miejscówki na podłodze, więc możemy się odprężyć w jadalni. Zamawiamy ciepłe papu, a później zimne piwko i przenosimy się do naszego legowiska. W sympatycznym gronie nowo poznanych osób, mile spędzamy nasz ostatni wieczór w Tatrach. Było na tyle wesoło, że szczęściarze którzy spali w pokojach na łóżkach wychodzili i przyłączali się do biesiady:)

Niedziela

Kolejna niezbyt dobrze przespana noc. Mimo wieczornego imprezowania wstajemy przed wschodem słońca. Zjadamy resztki zapasów, pakujemy się i wychodzimy ze schroniska. Na dworze pogoda się zepsuła, jest okropna mgła i już wiemy, że dziś na widoki nie możemy już liczyć. Decydujemy się udać do kolejnej tatrzańskiej doliny, a dokładnie do Doliny Rybiego Potoku. Zamierzamy zjeść drugie śniadanie w schronisku nad Morskim Okiem. Maszerujemy niebieskim szlakiem, wiodący przez Świstową Czubę. Trasa słynie z ładnych widoków i po cichu liczymy, że mgła się trochę przerzedzi. Niestety nic z tego. Im wyżej tym mgła gęstsza. Zdarza się, że podczas przechodzenia przez rumowiska skalne szukamy naszego szlaku. Jestem trochę zawiedziony, bo nigdy tędy nie szedłem, a chciałem zobaczyć widoki na Orlą Perć, którą wspaniale stąd widać. Uważnie patrzymy na znakowanie ścieżki, bo nie chcemy przez przypadek wejść na tzw. „śmiertelny skrót”,gdzie dawniej przebiegał niebieski szlak. W tym miejscu zdarzało się wiele wypadków, mających często swój tragiczny koniec w otchłani Doliny Roztoki. W latach 50 ścieżkę poprowadzona została nieco inaczej, dziś szlak prowadzi nową, dłuższą ścieżką. Po ok. 2 godzinach trekkingu dochodzimy nad największe jezioro tatrzańskie. Morskie Oko ma powierzchnię 35 ha i całkiem sporą głębokość 50 m .Po krótkiej wizycie nad brzegiem jeziora zasiadamy wygodnie w bufecie najsłynniejszego schroniska w polskich górach i zamawiamy tak wyczekiwaną przez nas jajecznicę . Po odpoczynku pozostaje do przejścia już ostatni, asfaltowy odcinek na Palenicę Białczańską, później busik do Kuźnic i wracamy do domu.

4033zolty4047_12

Schronisko PTTK nad Morskim Okiem 1410 m.n.p.m.

zakopane19

Wycieczka uważamy za udaną. Co prawda nie przeszliśmy całej Orlej, ale w takich warunkach jak mgła, deszcz czy możliwe oblodzenie lepiej zrezygnować z wycieczki niż stać się kolejną ofiarą gór. Na Orlej Perci od czasu jej otwarcia zginęło już ponad 100 osób i niestety nadal zdarzają się tam poważne wypadki, w tym śmiertelne. Nazwy takie jak Żleb Żydowski, albo Żleb Drege’a wzięły swoje nazwy od ofiar które zginęły w tych miejscach. Na odcinku Zawrat – Kozi Wierch szlak jest jednokierunkowy – warto o tym pamiętać, bo powrót „pod prąd” może się okazać bardzo trudny lub wręcz niemożliwe. Podczas naszego wypadu spotkaliśmy taterników, którzy nie pierwszy raz zaliczali „Orlą”. Mimo wszystko byli wyposażeni w kaski, uprzęże i liny. Więc apelujemy do wszystkich miłośników gór wybierającym się na ten najniebezpieczniejszy tatrzański szlak o rozwagę i dobre przygotowanie . A odcinek Kozi Wierch – Krzyżne ? Cóż, pozostaną na następny raz!

Orla_Perc_-_mapa

Orla Perć – mapa

Linki: