Pogórze Izerskie   02-05.05.2015

Tym razem przenosimy się na malownicze Pogórze Izerskie położone gdzieś  w południowej części Dolnego Śląska. Podczas wypoczynku w tym uroczym zakątku odwiedziliśmy Zamek Czocha, najprawdopodobniej najbardziej nawiedzone miejsce w naszym kraju. W Lwówku Śląskim zakosztowaliśmy złocistego napoju w najstarszym polskim browarze z ponad 800-letnią historią, natomiast w Lubomierzu sprawdziliśmy co słychać u Kargula i Pawlaka w ich nietuzinkowym muzeum.

Krajobraz Pogórza Izerskiego.

Wyruszamy tradycyjnie z Gliwic, po przejechaniu ponad 300 km docieramy do niewielkiej miejscowości Augustów położonej na Pogórzu Izerskim. To właśnie tutaj znajduje się nasza baza noclegowa na tegoroczną majówkę. Michałkowa Chatka to urokliwy, drewniany domek; istna oaza ciszy i spokoju. Miejscówka trafiona w dziesiątkę. Chatka znajduje się nieopodal górskiego Uzdrowiska Świeradowa Zdroju , u stóp Gór Izerskich, w pobliżu dwóch granic: czeskiej – 8 km, niemieckiej – 35 km, przy jeziorach Złotnickim i Leśniańskim ze średniowiecznym Zamkiem Czocha. Po dotarciu na miejsce, rozpakowaniu się oraz załatwieniu formalności z sympatyczną gospodynią relaksujemy się i obmyślamy plan na dzień następny. Po krótkiej naradzie stwierdzamy że na rozruch jutro dzień krajoznawczy, wycieczkę górską przekładamy na dzień kolejny.

Michałkowa Chatka.

Następnego dnia z samego rana wyruszamy w kierunku Lubomierza. Po 30 minutach docieramy do urokliwego miasteczka, z którym to związana jest dobrze wszystkim znana i lubiana historia Kargula i Pawlaka. To właśnie w niewielkim Lubomierzu powstał kultowy film Sami Swoi oraz większość scen całej epopei repatrianckiej wyreżyserowanej przez Sylwestra Chęcińskiego. Od 1996 r. w XVI-wiecznym Domu Płócienników działa Muzeum Kargula i Pawlaka, w którym zgromadzono przedmioty znane z filmów Chęcińskiego. My także odwiedziliśmy to skromne ale jakże interesujące muzeum. Po opłaceniu bagatela 2 złotych wstępu na własne oczy mogliśmy zobaczyć liczne atrybuty filmowe m.in takie jak słynny rower poniemiecki (wymieniony przez Wicie na kota), kose którą to Jaśko wymierzył sprawiedliwość Kargulowi za wtargnięcie na pole Pawlaków , granat ze świątecznego ubrania czy słynny sierp tatowy. Poza tym obejrzeliśmy liczne archiwalne zdjęcia z planu filmowego i posłuchaliśmy kilku ciekawych historii opowiedzianych przez miejscowego kustosza. Zwiedzanie nie zajęło nam zbyt wiele czasu, a samo muzeum nie powala na kolana, lecz będąc tu przejazdem na pewno warto zajrzeć w to nietypowe miejsce.

Pawlak i Kargul nie są postaciami zupełnie wymyślonymi. Pierwowzorem Pawlaka był Jan Mularczyk ze wsi Tymowa koło Ścinawy. On krzyknął do rodziny „Wysiadamy, bo tu nasze ludzie są”, gdy zobaczył na łące krasulę Mikołaja Polakowskiego, sąsiada i krewnego Mularczyków, jadąc pociągiem na Ziemie Odzyskane z Boryczówki. Jan Mularczyk z Tymowej był stryjem Andrzeja Mularczyka, autora scenariuszy do trylogii o Kargulach i Pawlakach.

Dawny Dom Płócienników w którym obecnie znajduje się Muzeum Kargula i Pawlaka.

Drzewo genealogiczne rodziny Kargulów i Pawlaków.

Na uwagę zasługuje piękny lubomierski rynek na którym to jak pamiętacie z filmu  Pawlak, szukając felczera, przypadkowo poznaje pijanego w sztok Kokeszkę. Przyjechać warto tu zwłaszcza w sierpniu, kiedy zjeżdżają się tu tysiące gości na coroczny Festiwal Filmów Komediowych w Lubomierzu

 Większość scen wprawdzie kręcono w niewielkich Dobrzykowicach pod Wrocławiem, gdzie znajdowały się zagrody, lecz sceny w miasteczku kręcono właśnie w Lubomierzu. Powyżej jedna ze scen z filmu Sylwestra Chęcińskiego na lubomierskim rynku.

Następnie z Lubomierza kierujemy się 15 km na północ, gdzie znajduje się jedno z najpiękniejszych miasteczek na Dolnym Śląsku. Docieramy do Lwówka Śląskiego, ale zanim przejdziemy do zwiedzania warto wspomnieć kilka słów o bogatej historii tego miejsca 

Lwówek Śląski należy do grupy najstarszych miast Dolnego Śląska. Jest także jednym z pierwszych miast w Polsce lokowanych na prawie magdeburskim. 

Już we wczesnym średniowieczu Lwówek stał się lokalnym centrum gospodarczym i ośrodkiem osadnictwa wiejskiego. Jego rozwój przyspieszyło także dogodne położenie przy znanym szlaku handlowym zwanym Królewską Droga oraz eksploatacja złota. Czynniki te przyczyniły się do wczesnej lokacji – już na początku XIII wieku książę Henryk I Brodaty nadał Lwówkowi Śląskiemu prawa miejskie. Po wyczerpaniu się zasobów drogocennego kruszcu podstawą utrzymania mieszkańców stało się rzemiosło, głównie sukiennictwo i tkactwo, handel oraz obróbka kamienia budowlanego. Pomyślny rozwój gospodarczy hamuje wojna trzydziestoletnia a następnie wojny napoleońskie. Dopiero w połowie XIX wieku następuje pewne ożywienie w mieście. Lwówek uzyskuje połączenia kolejowe, w mieście zaczyna rozwijać się turystyka, a także przemysł spożywczy. W mieście powstaje nowoczesny browar Hochbergów. Ten właśnie oto browar jest głównym celem naszej wizyty w miasteczku.    

Widok na zabytkowy Lwówek sprzed ponad wieku.

Po zaparkowaniu naszych wozów w centrum miasteczka, wzdłuż zabytkowych murów miejskich udajemy się na ul. Traugutta 7, gdzie znajduje się budynek lwóweckiego browaru, którego właścicielem od 2009 roku jest spółka Browar Ciechan Sp. z o.o. Przy nim znajduje się jedyne na Dolnym Śląsku muzeum browarnictwa. Browar ten warzy jedno z najlepszych piw w Polsce, a jego produkcja trwa od  806 lat. Jest to najstarszy browar w Polsce, który produkuje piwo według tradycyjnych metod, przy otwartych kadziach, co dziś już jest dużą rzadkością.

Po wcześniejszym umówieniu telefonicznym spotykamy się z sympatycznym przewodnikiem ,który oprowadzi nas po obiekcie. Po uiszczeniu opłaty wstępu w wysokości 25 złotych (zwiedzanie + degustacja) przewodnik oprowadza nas po części muzealnej oraz poszczególnych częściach browaru.

Podczas zwiedzania podziwiamy niepowtarzalne kolekcje butelek i zamknięć z blisko 40 browarów, które działały dawniej na Dolnym Śląsku. Oglądamy także zgromadzone dawne urządzenia, które służyły do wytwarzania piwa i jego przechowywania. Bardzo cennym eksponatem jest oryginalna lodówka, która służyła do schładzania piwa datowana na 1905 rok! Następnie podziwiamy kolekcję kufli, etykiet, szyldów i skrzynek. W tutejszych podziemiach uczestniczymy w krótkiej projekcji filmowej związaną z historią produkcji piwa. Dalej mamy okazje sprawdzić jak wygląda proces produkcyjny lwóweckiego piwa. Razem z naszym przewodnikiem odwiedzamy warzelnię piwa, leżakownię i rozlewnię. Po prawie godzinnym zwiedzaniu nastąpiła najbardziej oczekiwana chwila, a mianowicie degustacja. Świeżutki, dobrze schłodzony „Lwówek” to idealne zwieńczenie naszych odwiedzin w tym prawdopodobniej najstarszym polskim browarze. Po degustacji złocistego trunku zakupujemy pamiątkowe czteropaki miejscowego specjału, żegnamy się z naszym sympatycznym przewodnikiem i opuszczamy browar.

Wejście do browaru.

Historia piwowarstwa w Lwówku Ślaskim sięga średniowiecza. Najstarsza wzmianka o cechu piwowarów w mieście pochodzi z zapisu w Księdze Miejskiej Wrocławia z 1209 roku.

Warzelnia.

Leżakownia piwa. 

  Do auta udajemy się spacerkiem zaliczając jeszcze piękny lwówecki rynek (trzeci co do wielkości w kraju) z dominującym gotycko-renesansowym ratuszem. Po krótkiej przechadzce kierujemy się na parking i ruszamy w kierunku następnej atrakcji jaką jest podobno – najbardziej nawiedzone miejsca w naszym kraju 🙂

Lwówecki ratusz.

 Po ok. 30 minutach jazdy docieramy nad Jezioro Leśniańskie do miejscowości Sucha, gdzie znajduje się owiany licznymi legendami i tajemnicami XIII wieczny Zamek Czocha. Po zostawieniu naszych aut na zatłoczonym parkingu udajemy się w kierunku dziedzińca. Po przekroczeniu bramy głównej okazuje się że natrafiamy na ciekawy zlot pojazdów militarnych z okresu II wojny światowej, wraz z autentycznie przebranymi żołnierzami z tamtych czasów. 

W pełnym tajemnic zamczysku obecnie znajduje się ponad 100 miejsc noclegowych. Jest to zapewne  jeden z najciekawszych i najbardziej nietypowych hoteli w naszym kraju.

Zamek Czocha na tle Zalewu Leśniańskiego. 

Obecnie zamek Czocha jest obiektem prywatnym, w którym inwestor umieścił ekskluzywny hotel. Na szczęście zamek można zwiedzać, trzeba tylko zakupić bilet. Za godzinne zwiedzanie z przewodnikiem płacimy 15 zł. W ramach biletu zostajemy oprowadzeni po licznych komnatach zamkowych oraz dowiadujemy się wiele o ciekawej historii tego pięknego miejsca. Nie lada atrakcją są także liczne legendy, którymi poszczycić się może zamczysko m.in o studni, w której topiono niewierne żony, czy o chciwej Annie i małżeńskim łożu z tajemniczą zapadnią, ale o tym nieco później. Samo spacerowanie po zamku jest bardzo interesującym przeżyciem, gdyż na każdym kroku pełno w nim ukrytych przejść, odsuwających się ścian, ruchomych mebli, które prowadzą do podziemnych korytarzy, zapadek i innych pułapek czyhających na niewierne żony czy mężów :). Więc pamiętajcie miejcie się na baczności. Po za zwiedzaniem zamek w ofercie ma do zaoferowania np. nocleg w przepięknej Komnacie Książęcej z wielkim łożem z baldahimem oraz zapadnią dla kochanek księcia, a jeśli chcecie wyprawić przyjęcie dla kilkuset osób możecie wynająć  przepiękną salę rycerską z zabytkowym kominkiem :). Przewodniczka informuje nas także o filmowej sławie tego wspaniałego miejsca. Zabudowania zamku zostały wykorzystane przy kręceniu takich produkcji jak: Gdzie jest generał?, Dolina szczęścia, Wiedźmin, Legenda, Poza Lasem Sherwood (Beyond Sherwood Forest) a także licznych seriali : Tajemnica twierdzy szyfrów, Dwa światy (Spellbinder), Święta wojna oraz Pierwsza miłość. Po zwiedzeniu samego zamku warto zajrzeć także do lochów i przeżyć ciekawą przygodę w Sali Tortur…

  

Jak wspomniałem wcześniej, zamek jest owiany licznymi historiami i legendami, które zapewne usłyszycie podczas zwiedzania od miejscowego przewodnika,  w ramach ciekawostki przytoczę dwie z nich :

Studnia niewiernych żon

Jest w zamku Czocha studnia całe wieki już nie używana. Opowiadają, że czasami o północy słychać wydobywające się z jej wnętrza ciche westchnienia, kobiecy płacz a nawet wzywanie o pomoc. To zgodnie z legendami głosy niewiernych żon panów tego zamku skazanych na wieczne męki.
Podobno kiedyś jeden z panów na zamku niespodziewanie powrócił po prawie rocznym pobycie za granicą do swych włości. Powitała go służba zamkowa i dzieci, żony jednak wśród nich nie było. Udał się zatem do jej komnaty i zastał ją spoczywającą w łożu pod przykryciem ze skór niedźwiedzich. Jako, że wyglądała na ciężko chorą począł rozpytywać służbę, jak to się stało, jak długo to trwa i czy medyk już został wezwany. Wtedy jedna z dziewek służebnych rzekła mu, iż żona zaniemogła na wieść o jego powrocie a jej dolegliwości świadczą o tym, że jego żona jest brzemienna. Na wieść o tym pobladł pan a fala złości zalała jego serce. Wpadł do komnaty żony i zerwał z niej skóry, którymi była okryta a wzrok jego padł na zniekształcony ciążą brzuch. Oszalały z wściekłości złapał ją za włosy, wyciągnął na dziedziniec i doprowadził do studni, każąc jej skoczyć.
Ponieważ nie wykonała polecenia, po krótkiej szamotaninie – sam wepchnął ją do wody. Stał potem przez chwilę jeszcze nasłuchując odgłosów wydobywających się z wnętrza studni. Następnie spokojnym tonem nakazał pachołkowi, aby przygotował konia i tego samego dnia opuścił zamek. Dopiero na drugi dzień wydobyto zwłoki pani zamku i od tego czasu, ilekroć ktoś nocą nachylał się nad studnią i patrzył w lustro wody, dały się stamtąd słyszeć kobiece głosy.

Studnia niewiernych żon.

Druga ciekawa legenda opowiada zaś o chciwej Annie i małżeńskim łożu :
Na pierwszym piętrze zamku Czocha mieści się sypialnia Gütschowów z zabytkowym łożem z baldachimem. Za sprawą tego sprytnie skonstruowanego (łoże to ma przycisk, który w razie użycia uruchamia zapadnię) małżeńskiego łoża niejedna połowica straciła życie.
Najbardziej znana jest legenda o nieszczęśliwej Annie, która jest jakoby duchem tego miejsca, okrutnie ukaranej za chciwość. Piękna Anna spodobała się podstarzałemu, ale bogatemu właścicielowi zamku i dla jego bogactw wyszła za niego za mąż. Niestety w noc poślubną nie udało się jej ukryć wstrętu, a odepchnięty małżonek okrutnie się za to zemścił. Uruchomił dźwignię koło łoża małżeńskiego i część łóżka, na której spoczywała jego małżonka zapadła się, strącając kobietę do lochu – wprost w nurt Kwisy.
Sławetne łoże z opowieści można do dziś oglądać w zamkowej komnacie warowni w Leśnej. Jej tajemnicę – zamurowany loch, prowadzący do piwnic – odkryto podczas remontu. Według innej legendy jeden z właścicieli zamku wykorzystywał go, aby zaraz po nocy poślubnej pozbywać się kolejnych żon… Podczas naszej wycieczki po zamku niestety żadna ze zwiedzających kobiet nie chciała położyć się na tym łożu, moja żona także 🙂

Łoże śmierci z zapadnią. Obecnie znajduje się tu apartament hotelowy, który można wynająć by spędzić niezapomnianą noc, podobno zapadnia jest zablokowana, ale najlepiej sprawdźcie sami 🙂

Po ponad godzinnym zwiedzaniu, kończymy nasz pouczający spacer po tym fantastycznym obiekcie. Mimo że zamek jest już częściowo skomercjalizowany polecam by go odwiedzić i mimo wszystko poczuć jeszcze niepowtarzalny klimat starego zamczyska.

Acha pamiętajcie !!!, że zanim wybierzecie się do „Czochy” na zwiedzanie sprawdźcie czy nie ma rezerwacji, gdyż jak pisze na stronie zdarza się, że zamek jest niedostępny z powodu wesel i innych imprez. Dla miłośników nocnego zwiedzania warto wspomnieć że kilkanaście razy w roku można odwiedzić zamek po zmroku, podobno za jedyne 40 zł od osoby można zaliczyć nietuzinkową wizytę w towarzystwie duchów. Szczegółowe informacje na ich stronie.

Ekipa pogromców duchów 🙂

Po całodniowej intensywnej objazdówce po Pogórzu Izerskim wracamy do naszej bazy w Augustowie by móc wypocząć przed kolejnym dniem, w którym to wybierzemy się na pieszą wędrówkę po Górach Izerskich.

  LINKI :